Historie

(nie) bój się

11 czerwca 2017
Ktoś mnie zapy­tał ostat­nio, co w życiu odło­ży­łam na póź­niej. Na ten moment, kie­dy już będę wystar­cza­ją­co dobra, wystar­cza­ją­co pew­na, że dam radę, no i oczy­wi­ście wystar­cza­ją­co szczu­pła. Kie­dy już nie będę musia­ła się nicze­go oba­wiać i pój­dę, po pro­stu, jak po swo­je. Kie­dy teraz o tym myślę, mam wra­że­nie, że musia­łam, w moim mnie­ma­niu, na wszyst­ko zasłu­żyć. Nie jestem… Czytaj dalej
Z racji tema­ty­ki, któ­rą się zaj­mu­ję na blo­gu, obser­wu­ję cza­sem róż­ne inne pro­fi­le i gru­py rów­nież poświę­co­ne zmia­nom zwią­za­nym z cia­łem – choć przy­zna­ję, że jest ich coraz mniej, a i ja robię to coraz mniej chęt­nie. Kwe­stie zwią­za­ne z pyta­nia­mi o to, jak szyb­ko schud­nąć oraz czy moż­na na die­cie jeść twa­ro­żek ze szczy­pior­kiem pomi­jam, bo pisa­łam o nich… Czytaj dalej
W nie­dzie­lę posta­no­wi­łam się wyspać i dopie­ro wte­dy ruszyć w tra­sę – pla­no­wa­łam 14km bie­gu, był upał. Leżąc leni­wie na łóż­ku spoj­rza­łam na swój brzu­ch, następ­nie na uda i wes­tchnę­łam: ech, gdy­by tak ten tłusz­cz spa­lał się od leże­nia… Zaczę­łam się śmiać z tego, co powie­dzia­łam, a następ­nie – raczej nie­chęt­nie – wcią­gać na tyłek spodnie do bie­ga­nia. Minę­ło jesz­cze… Czytaj dalej
W dobie maso­wo udo­stęp­nia­ny­ch w inter­ne­cie memów o tym, jak żyć szczę­śli­wie, zdo­by­wać wszyst­ko, cze­go tyl­ko zapra­gnie­my, powin­no być jasne, że żyje­my wśród uśmiech­nię­ty­ch, speł­nio­ny­ch ludzi, no i – rze­cz jasna – sami tacy jeste­śmy, zdo­byw­cy, marzy­cie­le, szczę­śli­we żony, mat­ki, mężo­wie, ojco­wie, part­ne­rzy i part­ner­ki, pra­cow­ni­cy. No, tyl­ko że nie jeste­śmy. Szcze­rze — nie wiem ile razy w życiu usły­sza­łam,… Czytaj dalej
Może kie­dyś było tak, że jeśli chcia­łaś wie­czo­rem czy­tać książ­kę, to musia­łaś po cichut­ku przy­sią­ść przy czę­ścio­wo prze­szklo­ny­ch drzwia­ch, przez któ­re wpa­da­ło tro­chę świa­tła. O tej porze powin­naś już spać, gdy­by się dowie­dział, była­by awan­tu­ra. Może pamię­ta­sz, jak czy­ta­łaś z wypie­ka­mi na twa­rzy „Aka­de­mię Pana Klek­sa” nasłu­chu­jąc jed­no­cze­śnie, czy na klat­ce scho­do­wej nie sły­chać kro­ków. Być może było też tak,… Czytaj dalej
Nie do wia­ry, że znów mi się to zda­rza. Budzę się rano z cięż­kim ser­cem, nadal nie wiem co robić, ale auto­ma­tycz­nie zakła­dam swo­je ulu­bio­ne ciu­chy do bie­ga­nia, skar­pet­ki, na koniec buty. Do ple­ca­ka paku­ję ubra­nia na zmia­nę i wycho­dzę. Dziw­nie się czu­ję, goto­wa, ubra­na, z nume­rem star­to­wym przy­cze­pio­nym z przo­du, ale jed­nak nie­go­to­wa, po mie­sią­cu przy­mu­so­wej prze­rwy, nie tak,… Czytaj dalej
Kupi­łam ostat­nio wagę. Nie taką zwy­kłą, zasza­la­łam – kupi­łam wagę z ana­li­za­to­rem skła­du cia­ła, czy­li  cudo, któ­re powie mi ile mam w cie­le mię­śni, ile tłusz­czu, ile ważą moje kości i takie tam. Zde­cy­do­wa­nie nie jest to pro­dukt, któ­ry trze­ba mieć w domu, ale jako że moje życie w dużej mie­rze krę­ci się wokół róż­ne­go rodza­ju zmian, inte­re­su­ją mnie i… Czytaj dalej

Historie

Siłaczka

6 lutego 2017
Mia­łam kie­dyś chło­pa­ka, któ­ry wiecz­nie mówił o mnie: siłacz­ka… To było jakoś w liceum i cza­sem nie mogę uwie­rzyć, jak bar­dzo to okre­śle­nie do mnie przy­lgnę­ło. Chy­ba do tego stop­nia, że sama uwie­rzy­łam, że ta siłacz­ka to ja i ukła­da­łam swo­je życie w taki spo­sób, by móc na bie­żą­co to sobie udo­wad­niać. Na pew­ne rze­czy nie mia­łam wpły­wu. Na to,… Czytaj dalej


Doing things changes things.