Ten dosko­na­ły wywiad prze­pro­wa­dzi­ła moja przy­ja­ciół­ka, Mar­ta Malar­ska-Wal­czak. Pier­wot­nie opu­bli­ko­wa­ny został na por­ta­lu dlaurody.pl

***

Zro­zu­mieć nie­płod­no­ść, czy­li jak nie wsty­dzić się mówić o cho­ro­bie, jak sobie pomóc i funk­cjo­no­wać w spo­łecz­no­ści, któ­ra nie zawsze nas rozu­mie – roz­mo­wa z Panią psy­cho­log Doro­tą Gaw­li­kow­ską.

W Pol­sce żyje ogrom­na licz­ba osób, któ­re bory­ka­ją się z pro­ble­mem nie­płod­no­ści. Jestem jed­ną z nich. Po pra­wie pię­ciu lata­ch sta­rań, lecze­nia, utra­cie wycze­ka­nej cią­ży, prze­szłam poważ­ny kry­zys.

Na fan page’u Sto­wa­rzy­sze­nia Nasz Bocian zna­la­złam infor­ma­cję o bez­płat­ny­ch warsz­ta­ta­ch dla par w War­sza­wie. Poja­wi­łam się tam, nie­ste­ty bez męża, któ­ry pra­co­wał za gra­ni­cą. To spo­tka­nie bar­dzo mnie wzmoc­ni­ło i pomo­gło zro­zu­mieć, przez co od kil­ku lat prze­cho­dzę, jak mogę ina­czej spoj­rzeć na cho­ro­bę, któ­ra nas doty­ka, i co mogę zro­bić, żeby sobie pomóc. Były tam pary, któ­re prze­cho­dzi­ły przez to samo. Wresz­cie nie czu­łam się z pro­ble­mem inna czy gor­sza. Spo­tka­nie pro­wa­dzi­ła pani Doro­ta Gaw­li­kow­ska – psy­cho­log kli­nicz­ny, tera­peu­ta spe­cja­li­zu­ją­cy się w tera­pii par i osób bory­ka­ją­cy­ch się z pro­ble­mem nie­płod­no­ści. Na sta­łe współ­pra­cu­je z kli­ni­ką lecze­nia nie­płod­no­ści Invi­Med w War­sza­wie. Jest współ­za­ło­ży­ciel­ką Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Psy­cho­lo­gów Nie­płod­no­ści oraz człon­ki­nią ESHRE.

W moim odczu­ciu to spe­cja­list­ka o sze­ro­kiej wie­dzy, peł­na zro­zu­mie­nia, tłu­ma­czą­ca w spo­sób przy­stęp­ny pro­ce­sy, jaki­ch doświad­cza nie­płod­na para, porząd­ku­ją­ca cha­os, przez jaki prze­cho­dzi­łam i pro­po­nu­ją­ca goto­we roz­wią­za­nia.

Po warsz­ta­cie popro­si­łam o roz­mo­wę, któ­rą chcia­łam puścić świat. Mam ten kom­fort, że pocho­dzę z duże­go mia­sta, gdzie dostęp do wie­dzy jest łatwy. Roz­mo­wę prze­pro­wa­dzi­łam z oso­bi­ste­go powo­du, ale rów­nież z myślą o para­ch, któ­rym o takie wspar­cie będzie trud­niej. Głę­bo­ko wie­rzę, że poniż­szy tek­st pomo­że im przej­ść przez trud­ny pro­ces lecze­nia lub pod­jąć decy­zję o wspar­ciu psy­cho­lo­gicz­nym. Z moje­go spo­tka­nia z panią Doro­tą Gaw­li­kow­ską powstał bar­dzo dłu­gi wywiad, któ­re­go celo­wo zbyt­nio nie skra­ca­łam. Zna­la­zły się w nim takie zagad­nie­nia, jak: psy­cho­lo­gicz­ne aspek­ty nie­płod­no­ści, kon­fron­ta­cja osób leczą­cy­ch się z oto­cze­niem, komu­ni­ka­cja w związ­ku, spo­so­by radze­nia sobie z poczu­ciem bra­ku sen­su, miej­sce wspar­cia psy­cho­lo­gicz­ne­go w lecze­niu nie­płod­no­ści, pró­ba zmia­ny nisz­czą­cy­ch prze­ko­nań, poko­na­nie wsty­du i zacho­wa­nie god­no­ści w lecze­niu. Tek­st został podzie­lo­ny na III czę­ści dla wygo­dy odbior­ców. Znaj­dzie się w nim tak­że infor­ma­cja o warsz­ta­ta­ch, któ­re są bez­płat­ne i odby­wa­ją się w War­sza­wie. Warsz­ta­ty dostęp­ne w całej Pol­sce ogła­sza­ne są na fan page’u Sto­wa­rzy­sze­nia Nasz Bocian.

***

Czy nie­płod­no­ść jest cho­ro­bą?

Nie­płod­no­ść na pew­no jest cho­ro­bą, ponie­waż zosta­ła wpi­sa­na do mię­dzy­na­ro­do­wej kla­sy­fi­ka­cji cho­rób przez WHO. Jest to jed­no­znacz­ny spo­sób defi­nio­wa­nia pew­ny­ch pro­ble­mów czy zabu­rzeń. Jeże­li coś nie było­by cho­ro­bą, to w tej kla­sy­fi­ka­cji by się nie zna­la­zło.

Dru­gi czyn­nik, któ­ry świad­czy o tym, że jest to cho­ro­ba, jest taki, że nie­płod­no­ść leczą leka­rze. Leka­rze nie zaj­mu­ją się niczym innym jak cho­ro­ba­mi. Nie­płod­no­ść nie jest tym samym co bez­dziet­no­ść. Bez­dziet­no­ść może wyni­kać z wybo­ru. Nie musi się wią­zać z chę­cią czy nie­chę­cią posia­da­nia dziec­ka. Nato­mia­st nie­płod­no­ść jest defi­nio­wa­na jako co naj­mniej rok bez­sku­tecz­ny­ch sta­rań o dziec­ko. Zupeł­nie ina­czej wyglą­da to w odczu­ciu spo­łecz­nym.

Jak to wyglą­da w odczu­ciu spo­łecz­nym?

Myślę, że wyni­ka to z histo­rii i tra­dy­cji. Pro­szę się­gnąć cho­ciaż­by do taki­ch źró­deł naszej kul­tu­ry, jak Biblia, gdzie przy­pad­ki nie­płod­no­ści opi­sy­wa­ne są jako kara boża, płod­no­ść zaś jest bło­go­sła­wień­stwem bożym. To zupeł­nie inna sfe­ra pojęć: nie ma mowy o lecze­niu, o cho­ro­bie, wszyst­ko roz­gry­wa się na zupeł­nie inny­ch pozio­ma­ch. Nie­mo­ral­no­ść jest kara­na nie­płod­no­ścią, cze­go echa mamy do tej pory cho­ciaż­by w wypo­wie­dzia­ch poli­ty­ków. Tym­cza­sem kara i nagro­da zupeł­nie nie wią­żą się z poję­cia­mi zdro­wia i cho­ro­by. Nie­płod­no­ść jest rów­nież czę­sto koja­rzo­na z hań­bą rodzin­ną, zwłasz­cza w wypad­ku nie­płod­no­ści męskiej. Bar­dzo czę­sto słu­cham opo­wie­ści pacjen­tów o tym, że na przy­kład teścio­wa sprze­ci­wia się bada­niom nasie­nia swo­je­go syna. Dowód nie­płod­no­ści w posta­ci niski­ch para­me­trów nasie­nia był­by czymś tak wsty­dli­wym w rodzi­nie, że ryzy­ko jest zbyt duże i bada­nie nie jest wyko­ny­wa­ne. Nie­płod­no­ść jest tak głę­bo­ko prze­ży­wa­na tak­że jako wstyd. Wzmac­nia­ją to zde­cy­do­wa­nie swo­imi wypo­wie­dzia­mi nie­któ­rzy poli­ty­cy, jak rów­nież leka­rze pokro­ju pro­fe­so­ra Cha­za­na, któ­ry potra­fi publicz­nie mówić o tym, że nie­płod­no­ść jest skut­kiem anty­kon­cep­cji, roz­wią­zło­ści. Trud­no zatem dzi­wić się, że ludzie wsty­dzą się swo­jej cho­ro­by, jeśli pro­fe­sor gine­ko­log  potra­fi powie­dzieć, że jest ona skut­kiem nie­mo­ral­no­ści.

Bar­dzo trud­no jest prze­bić się z defi­ni­cją nie­płod­no­ści jako cho­ro­by wła­śnie przez takie prze­ko­na­nia  spo­łecz­ne, osa­dzo­ne w dziw­nie poję­tej ety­ce i moral­no­ści, tro­chę w reli­gii, tro­chę w prze­są­da­ch, tro­chę w zaścian­ko­wym myśle­niu. Nie­płod­no­ść jest w nich rów­nież czę­sto utoż­sa­mia­na z bra­kiem męsko­ści, bra­kiem spraw­no­ści sek­su­al­nej, a prze­cież ilo­ść plem­ni­ków w nasie­niu nie ma z tym nic wspól­ne­go.

Czy nie­płod­no­ść jest pro­ble­mem powszech­nym?

Nie­płod­no­ść doty­czy jed­nej pią­tej par, co pią­ta para w Pol­sce ma ten pro­blem. To jest gigan­tycz­na licz­ba ludzi i w dal­szym cią­gu roz­ma­wia­my w spo­łe­czeń­stwie o czymś, co oto­czo­ne jest aurą nie­mo­ral­no­ści, kary, wsty­du, hań­by. Poję­cie cho­ro­by w tej pod­sta­wo­wej defi­ni­cji przyj­mu­je garst­ka z tych ludzi.

Z jaki­mi uczu­cia­mi pary zgła­sza­ją się do psy­cho­lo­ga? Czy dużo par decy­du­je się na wspar­cie?

Decy­du­je się na nie nie­wie­le par i kie­dy mam oka­zję zapy­tać, dla­cze­go ludzie nie korzy­sta­ją z pomo­cy, dowia­du­ję się czę­sto, że na prze­szko­dzie stoi wła­śnie wstyd. Pacjen­tom towa­rzy­szy prze­ko­na­nie, że nie dość, że jeste­śmy jako para jakoś nie­kom­plet­ni, bo nie­płod­ni, i sami nie umie­my począć dziec­ka, to trze­ba jesz­cze dodat­ko­wo prze­zwy­cię­żyć kolej­ny opór, któ­rym jest wstyd zwią­za­ny z przy­zna­niem się, że sobie z tym fak­tem nie radzi­my, że potrze­bu­je­my pomo­cy, wspar­cia tak­że w sfe­rze emo­cji. Jak nało­ży­my na to jesz­cze mity zwią­za­ne z korzy­sta­niem z opie­ki psy­cho­lo­gicz­nej, to, że do psy­cho­lo­ga cho­dzą wyłącz­nie oso­by cięż­ko zabu­rzo­ne psy­chicz­nie, to już mamy pełen zbiór nega­tyw­ny­ch prze­ko­nań. Uwa­żam, że nale­ży podzi­wiać tych, któ­rzy zgła­sza­ją się do psy­cho­lo­ga w takiej atmos­fe­rze.

Ludzie nie korzy­sta­ją z pomo­cy tak­że dla­te­go, że mają ten­den­cję do wytrzy­my­wa­nia. Czę­sto sły­szę – miło, że Pani to pro­po­nu­je, ale my jesz­cze sobie jakoś radzi­my. Moż­na to odbie­rać jako komu­ni­kat – póki jesz­cze żyję, póki jesz­cze cho­dzę, nie będę korzy­stał z pomo­cy psy­cho­lo­ga. To jest strasz­ne.

Ze swo­jej stro­ny pró­bu­ję poka­zać pacjen­tom, że cho­ro­ba to nie jest spraw­dzian, jak dłu­go ktoś wytrzy­ma. Nie jest tak, że dopie­ro jak wszyst­ko się zawa­li, to trze­ba pro­sić o pomoc. Temu trze­ba zapo­bie­gać. Jeśli tak będzie­my dalej na siłę zaci­skać zęby i wytrzy­my­wać, to gro­zi nam depre­sja, w kon­se­kwen­cji być może tak­że lecze­nie psy­chia­trycz­ne.

Dla nie­któ­ry­ch par kon­sul­ta­cja psy­cho­lo­gicz­na wią­że się z poczu­ciem klę­ski. Jeśli przy­zna­ją się do tego, że sobie nie radzą i potrze­bu­ją wspar­cia psy­cho­lo­ga, będą czu­li się prze­gra­ni. Kto chce prze­gry­wać? W lecze­niu nie­płod­no­ści tak trud­no o poczu­cie suk­ce­su, ludzie widzą jako prze­gra­ną każ­dy kolej­ny cykl. Do tego docho­dzi jesz­cze poczu­cie, że ponie­śli poraż­kę, bo muszą się zwró­cić o pomoc. Kto chce dobro­wol­nie prze­grać kolej­ny raz?

Czy­li zgło­sze­nie się do psy­cho­lo­ga jest czę­sto trak­to­wa­ne jako poraż­ka?

Abso­lut­nie tak. Ja sobie sama nie pora­dzi­łam, nie dałem rady…

Jak moż­na odcza­ro­wać takie myśle­nie?

Przede wszyst­kim mówić, mówić i jesz­cze raz mówić o tym. Poka­zy­wać ludziom, że to nie tak. Bar­dzo czę­sto moim pacjen­tom poma­ga taki bar­dzo pro­sty tek­st: „Moim zda­niem nie ma potrze­by tego tak dłu­go wytrzy­my­wać”. Łatwiej jest zapo­bie­gać pew­nym rze­czom, niż je leczyć.

To, co może rów­nież pomóc, to przed­sta­wie­nie pomo­cy psy­cho­lo­gicz­nej w wer­sji light. Sta­ram się wyja­śnić pacjen­tom, czym będzie­my się zaj­mo­wać pod­czas kon­sul­ta­cji. Nie musi­my  pro­wa­dzić głę­bo­kiej tera­pii, bo to nie jest miej­sce na taką tera­pię. Może­my poroz­ma­wiać o tym, jak tro­chę ina­czej przy­go­to­wać się do kolej­nej pró­by, wycią­gnąć wnio­ski z tego, jak para myśli i co dotąd robi­li, jak sobie wcze­śniej radzi­li, i spró­bo­wać tym razem zro­bić to ina­czej.

Taki komu­ni­kat może zdjąć z pary cię­żar. Uświa­da­mia­ją sobie, że nie będzie­my tutaj sku­piać się na ich dzie­ciń­stwie, tyl­ko będzie­my roz­ma­wiać o pro­sty­ch rze­cza­ch. Mam wra­że­nie, że ludzie się wte­dy tro­chę mniej boją.

Moż­na to zatem nazwać pro­gra­mem wspar­cia w kry­zy­sie?

Na pew­no tak, roz­ma­wia­my o tu i teraz. Jeśli oka­że się waż­ne się­gnię­cie do cze­goś, co było, to się­ga­my. ale to dzie­je się zawsze za zgo­dą pacjen­ta. Jeśli nie będzie chciał, to tego nie zro­bi­my. Przede wszyst­kim naszym celem jest to, co zro­bi­my dzi­siaj. Gdy pacjen­ci sły­szą coś takie­go, zaczy­na­ją czuć, że taka tera­pia to może być coś dla nich i prze­sta­ją się tego bać.

Czy­ta­łam, że są pew­ne bada­nia, któ­re mówią o tym, że oso­by, któ­re sko­rzy­sta­ły z pomo­cy psy­cho­lo­gicz­nej, unik­nę­ły strat zwią­za­ny­ch z zała­ma­niem psy­chicz­nym. Czy to praw­da? Ist­nie­ją takie bada­nia?

Jest mnó­stwo taki­ch badań, odsy­łam przede wszyst­kim do stro­ny https://www.eshre.eu/ (Euro­pej­skie Towa­rzy­stwo Ludz­kiej Embrio­lo­gii i Roz­ro­du). Jest to naj­więk­szy auto­ry­tet w lecze­niu ludz­kiej nie­płod­no­ści dla wszyst­ki­ch, któ­rzy się nią zaj­mu­ją – od psy­cho­lo­gów począw­szy, przez pra­cow­ni­ków socjal­ny­ch, pie­lę­gniar­ki, położ­ne, po leka­rzy i embrio­lo­gów. Pro­blem nie­płod­no­ści jest ana­li­zo­wa­ny z róż­ny­ch stron. Nie ma żad­ny­ch dowo­dów na to, że psy­cho­te­ra­pia zwięk­sza bez­po­śred­nio szan­sę na poczę­cie dziec­ka, ponie­waż ona nie leczy nie­płod­no­ści. Żaden psy­cho­log nie może obie­cać pacjen­to­wi, że dzię­ki jego wspar­ciu para szyb­ciej zaj­dzie w cią­żę. Zda­rza­ją się jed­nak takie sytu­acje, któ­re dają do myśle­nia. Ja też je mie­wam, kie­dy np. w  gru­pie wspar­cia na 6 par 5 zacho­dzi w cią­żę w cza­sie lub tuż po zakoń­cze­niu cyklu naszy­ch spo­tkań. To poka­zu­je, że pomoc psy­cho­lo­gicz­na może wpły­nąć pozy­tyw­nie i uła­twić zaj­ście w cią­żę, na przy­kład poprzez pod­trzy­ma­nie w nas nadziei, moty­wa­cji do sta­rań i lecze­nia, uła­twia­jąc podej­mo­wa­nie trud­ny­ch decy­zji i ucząc prze­zwy­cię­ża­nia kry­zy­sów.

Dla­cze­go w takim razie pary, któ­re leczą nie­płod­no­ść, powin­ny roz­wa­żyć wspar­cie psy­cho­lo­ga?

Opró­cz tego, co już wymie­ni­łam, cho­dzi rów­nież o zapo­bie­ga­nie powi­kła­niom nie­płod­no­ści, czy­li przede wszyst­kim depre­sji i zabu­rze­niom lęko­wym.

Depre­sja jest bar­dzo czę­sta?

Co trze­cia para po dwó­ch, trzech lata­ch bez­sku­tecz­ne­go lecze­nia czy bez­sku­tecz­ny­ch sta­rań z regu­ły ma depre­sję. To są już twar­de dane z badań nauko­wy­ch, np. Ali­ce Domar. Mówi­my zatem o gigan­tycz­nej licz­bie osób. To są nie tyl­ko depre­sje, ale też zabu­rze­nia lęko­we, któ­re są tak samo trud­ne dla pacjen­tów.

Zale­ży nam przede wszyst­kim na popra­wie jako­ści życia leczą­cy­ch się pacjen­tów. Nie liczy się tyl­ko to, żeby mieć dziec­ko, ale też to, w jakim sta­nie z tego wyj­dzie­my jako ludzie, z jaki­mi trau­ma­mi, lęka­mi. Temu może­my zapo­bie­gać. Może­my wspie­rać parę, uczyć tego, jak moż­na ze sobą roz­ma­wiać, jak sobie poma­gać, jak regu­lo­wać rela­cje w pra­cy i z oto­cze­niem, z przy­ja­ciół­mi, z rodzi­ną, żeby ogra­ni­czyć kosz­ty emo­cjo­nal­ne.

Wie­le osób roz­po­czy­na­ją­cy­ch lecze­nie chy­ba nie zda­je sobie spra­wy z tego, że doty­ka ono nie tyl­ko tego, co zwią­za­ne z roz­ro­dem, ale też inny­ch aspek­tów życia.

Doty­ka wszyst­kie­go. Dla­te­go naszym celem jest zapo­bie­ga­nie jego nega­tyw­nym skut­kom na róż­ny­ch pozio­ma­ch, ale też pre­wen­cja powi­kłań, jaki­mi są depre­sja i zabu­rze­nia lęko­we. Rów­nież zapo­bie­ga­nie roz­pa­da­niu się związ­ków z powo­du nie­płod­no­ści.

To jest pro­blem?

Trud­no mi powie­dzieć, czy powszech­ny, ale na pew­no cza­sem mamy tu do czy­nie­nia z odda­le­niem się od sie­bie part­ne­rów,  jak w każ­dym dużym kry­zy­sie. Co z tego, że para osią­gnie swój cel w posta­ci cią­ży i dziec­ka, jak w mię­dzy­cza­sie roz­pad­nie się zwią­zek. Naszym celem jest prze­cież uro­dze­nie się dziec­ka w szczę­śli­wej rodzi­nie. War­to też potrak­to­wać pomoc psy­cho­lo­gicz­ną jako coś, co jeśli nawet nie przy­spie­szy zaj­ścia w cią­żę, to uła­twi  nam podej­ście do kolej­ne­go cyklu sta­rań, do któ­re­go być może już byśmy nie pode­szli, bo nie mie­li­by­śmy z kim tego zro­bić.

A jak jest z oto­cze­niem pary, któ­ra się leczy?

Zde­cy­do­wa­nie war­to dbać o rela­cje. Przede wszyst­kim na pozio­mie pary  – i od tego zaczy­na­my. Bada­nia udo­wod­ni­ły, że jedy­nym czyn­ni­kiem, któ­ry róż­nił pary, któ­re na depre­sję zapa­dły po trzech lata­ch, od tych, któ­re na nią nie zapa­dły, było wspar­cie part­ne­ra. To jest czę­sto bar­dzo zaska­ku­ją­ce nawet dla samy­ch pacjen­tów, wyda­je im się, że czas lecze­nia albo licz­ba prób jest tu bar­dziej istot­na. Oka­zu­je się, że cza­sem moż­na mieć sie­dem prób in vitro i być w lep­szej for­mie niż po jed­nej, gdy wspar­cia w związ­ku nie ma.

Jak rozu­mie­my to wspar­cie?

Zaspo­ka­ja­nie wza­jem­ne swo­ich potrzeb.

Czy­li też odpo­wied­nie komu­ni­ko­wa­nie się?

To jest pod­sta­wa zaspa­ka­ja­nia potrzeb. Bar­dzo czę­sto jest tak, że każ­da ze stron ma wra­że­nie, że dużo daje, ale nic nie otrzy­mu­je, ponie­waż part­ne­rzy roz­mi­ja­ją się na róż­ny­ch pozio­ma­ch. Cza­sa­mi part­ne­rzy coś sobie dają, ale dru­ga stro­na ocze­ku­je cze­goś inne­go. Każ­de z nich czu­je się osa­mot­nio­ne, złe i sfru­stro­wa­ne.

Pamię­tam, jak na spo­tka­niu mówi­ła Pani o parze, w któ­rej męż­czy­zna oglą­dał stro­ny inter­ne­to­we ośrod­ków adop­cyj­ny­ch, a kobie­ta ode­bra­ła to jako brak wia­ry w dal­sze sta­ra­nia.

Cza­sem jest tak, że jed­no z part­ne­rów jest przy­zwy­cza­jo­ne do tego, że jeśli komuś jest smut­no, to trze­ba go zosta­wić w spo­ko­ju. Dru­ga oso­ba nato­mia­st jest przy­zwy­cza­jo­na do tego, że jeśli jest jej smut­no,  trze­ba ją przy­tu­lić, a zosta­wie­nie jej samej odbie­ra jako opusz­cze­nie przez part­ne­ra. Jeże­li tego sobie nie powie­dzą, to jeden z part­ne­rów zosta­wia dru­gie­go w naj­lep­szej wie­rze, bo tak został wycho­wa­ny, a dru­gi prze­ży­wa roz­pa­cz, bo potrze­bo­wał cze­goś inne­go. Pro­szę zoba­czyć, co się dzie­je bez komu­ni­ka­cji, bez jasne­go arty­ku­ło­wa­nia potrzeb i wza­jem­nej chę­ci ich zaspo­ka­ja­nia – mamy dwo­je ludzi potwor­nie nie­szczę­śli­wy­ch.

Czy ludzie, któ­rzy do Pani przy­cho­dzą, mają świa­do­mo­ść, że tak jest?

Mam wra­że­nie, że bar­dzo poma­ga im nazy­wa­nie tego, że róż­nie reagu­ją i mają do tego pra­wo. Myślę, że istot­ne jest też to, że nazy­wa­my to bar­dzo pro­sto, mówi­my, że męż­czy­zna może to prze­ży­wać ina­czej, bo na przy­kład nie jest przy­zwy­cza­jo­ny do tego, żeby wyra­żać swo­je emo­cje. Tak się też u nas męż­czy­zn wycho­wu­je. To, że kobie­ta bar­dzo eks­pre­syj­nie te emo­cje wyra­ża, to nie zna­czy, że jest zabu­rzo­na i histe­rycz­na, a męż­czyź­ni cza­sem tak to odbie­ra­ją, porów­nu­jąc reak­cje part­ne­rek do swo­ich. Part­ner­ka, któ­ra pła­cze i mówi, że już dłu­żej tego nie znie­sie, jest dla męż­czy­zny na gra­ni­cy utra­ty zmy­słów. Pano­wie się tego auten­tycz­nie boją. Kie­dy to nazy­wam, mam wra­że­nie, że part­ne­rom scho­dzi ciśnie­nie. Pozwa­la im to nabrać dystan­su do sie­bie, zoba­czyć to, że są róż­ni i to nie zna­czy, że ktoś w związ­ku jest nie­nor­mal­ny, tyl­ko po pro­stu jeste­śmy inni, ina­czej wycho­wa­ni.

Psy­cho­te­ra­pia poma­ga też w media­cji?

Tak, cza­sem jest to media­cja, pomoc w pod­ję­ciu decy­zji, np. w sytu­acji, gdy jeden z part­ne­rów uwa­ża, że dru­gi go blo­ku­je w dzia­ła­niu. Kobie­ta może nie zga­dzać się na in vitro, a męż­czy­zna bar­dzo go chce lub ona chcia­ła­by daw­stwa, a on się nie zga­dza. Zaczy­na się wte­dy pat i zło­ść, pada­ją oskar­że­nia „przez cie­bie nie mogę”. Wte­dy bywa, że są potrzeb­ne media­cje i war­to ich spró­bo­wać.

To wszyst­ko poka­zu­je, jak bar­dzo róż­no­rod­ne role może odgry­wać tu psy­cho­log.

Może­my roz­ma­wiać o tera­pii indy­wi­du­la­nej, o tera­pii pary, o psy­cho­edu­ka­cji, czy­li prze­ka­zy­wa­niu infor­ma­cji na temat spo­so­bu funk­cjo­no­wa­nia emo­cjo­nal­ne­go czło­wie­ka, tak­że w sytu­acji kry­zy­so­wej, o tym, jak róż­ni się funk­cjo­no­wa­nie kobie­ty i męż­czy­zny w nie­płod­no­ści. To pozwa­la nam poukła­dać pew­ne rze­czy i prze­ło­żyć potem na nasze życie. Może­my rów­nież roz­ma­wiać o wspól­nym pla­no­wa­niu lecze­nia. My to też w kli­ni­ce robi­my. Gdy ludzie mają poczu­cie, że życie zaczy­na im się wymy­kać spod kon­tro­li, może­my usią­ść i zapla­no­wać to, jak para chcia­ła­by widzieć naj­bliż­sze pół roku. Włą­cza­my w to i pra­cę, i przy­jem­no­ści, czas dla sie­bie nawza­jem, oczy­wi­ście lecze­nie. Zasta­na­wia­my  się wspól­nie, jak to wszyst­ko zapla­no­wać,  żeby unik­nąć poczu­cia, że życie ucie­ka, a para wyłącz­nie się leczy i nic wię­cej się już w ich życiu nie liczy. Moja pra­ca ma naj­mniej  wspól­ne­go z tym, co się głów­nie koja­rzy z psy­cho­lo­giem, czy­li  głę­bo­ką tera­pią psy­cho­ana­li­tycz­ną.

Poroz­ma­wiaj­my teraz tro­chę o czymś innym. Czy moż­na ogól­nie okre­ślić, jakie uczu­cia naj­czę­ściej towa­rzy­szą parom? Z czym muszą się zmie­rzyć? Mówi­ła Pani na spo­tka­niu o róż­ny­ch eta­pa­ch, o pro­ce­sie żało­by, zło­ści, cią­głe­go pyta­nia, dla­cze­go nas to spo­tka­ło. Mówi­ła Pani też o tym, że na to nie ma odpo­wie­dzi i war­to pró­bo­wać na to pyta­nie nie odpo­wia­dać. Dla mnie, jako dla oso­by, któ­ra ma ten pro­blem, to była nowo­ść. Chcia­ła­bym, żeby w jakiś spo­sób wyja­śni­ła Pani to, przez co prze­cho­dzą naj­czę­ściej oso­by nie­płod­ne, z czym muszą się zmie­rzyć. Jak zaak­cep­to­wać, że to, co ja teraz czu­ję, to nie jest nic dziw­ne­go.

To jest tak ogrom­na burza emo­cji, że będzie mi trud­no nazwać je wszyst­kie.
Myślę, że sam moment, w któ­rym ludzie zda­ją sobie spra­wę, że może im się nie udać samo­dziel­nie począć dziec­ka, to jest przede wszyst­kim szok i nie­do­wie­rza­nie, zło­ść, bunt, żal. Od razu roz­po­czy­na się pierw­szy poziom żało­by, ja to nazy­wam żało­bą po natu­ral­nej płod­no­ści.
Płod­no­ść wyda­je się ludziom czymś natu­ral­nym i oczy­wi­stym. Pro­szę zauwa­żyć, że mło­dzi ludzie trosz­czą się zazwy­czaj cały­mi lata­mi o to, żeby nie zaj­ść w cią­żę, a nie o to, by zwięk­szyć i zadbać o swo­ją płod­no­ść. Potem, jeśli nagle oka­zu­je się, że pra­gnie­my, ale nie może­my zaj­ść w cią­żę, poja­wia się szok i nie­do­wie­rza­nie, że tak w ogó­le może być.
Wte­dy zaczy­na się pro­blem z naszym poczu­ciem war­to­ści. Czło­wiek prze­cież może i powi­nien począć dziec­ko, to jest jego funk­cja bio­lo­gicz­na, wrę­cz pod­sta­wo­wa bio­lo­gicz­na rola, wspól­na ze świa­tem zwie­rzę­cym. Rodzi­my się, dora­sta­my, roz­mna­ża­my się i umie­ra­my. Nagle w tym naj­bar­dziej bio­lo­gicz­nym sen­sie, ktoś nam mówi – coś jest nie tak, sami nie potra­fi­cie począć dziec­ka.
Ten komu­ni­kat godzi w poczu­cie wła­snej war­to­ści, w kobie­co­ść, męsko­ść. Rodzą się pyta­nia – czy ja jestem kimś nie­peł­no­spraw­nym jako czło­wiek? Kim ja w ogó­le jestem? To prze­cież  tro­chę tak, jak­bym nie umiał oddy­chać.

No tak, bo to jest coś, co jest nam po pro­stu dane…

…i wyda­je nam się, że wszy­scy to mają. Coraz wię­cej osób mówi mi jed­nak, że mają pary nie­płod­ne w swo­im oto­cze­niu. Kie­dy zaczy­na­łam pra­cę, od par sły­sza­łam głów­nie, że wszy­scy mają dzie­ci, a oni są jedy­ny­mi, któ­rzy nie mają, jedy­ny­mi, któ­rzy mają jakie­kol­wiek trud­no­ści. Dzie­ci mają sio­stry i kole­żan­ki z pra­cy… Pacjen­ci odczu­wa­ją ogrom­ny kon­tra­st pomię­dzy tym, że wszy­scy posia­da­ją dzie­ci natu­ral­nie i nie mają z tym pro­ble­mu, a oni są jacyś inni. Wte­dy też cza­sem zaczy­na się myśle­nie, że jeste­śmy nie­do­sto­so­wa­ni, dziw­ni. To jest tak trud­ne do przej­ścia i do prze­ży­cia, że gdy­bym mia­ła dalej wymie­niać, jakie emo­cje towa­rzy­szą pacjen­tom, chy­ba nie dała­bym rady ich wszyst­ki­ch tutaj zawrzeć. Na pew­no będzie tu też bez­sil­no­ść, bez­rad­no­ść, zazdro­ść, gniew, zło­ść, bunt…

Dodam jesz­cze poczu­cie winy, bo gdy sły­szy­my, że kole­żan­ka jest w cią­ży, chce­my się z nią cie­szyć, ale jest to bar­dzo trud­ne.

Poczu­cie winy jest bar­dzo czę­ste, zaczy­na się od tego, że para zada­je sobie pyta­nie – co my złe­go zro­bi­li­śmy? To jest pokło­sie nie­wi­dze­nia w nie­płod­no­ści cho­ro­by. Za cho­ro­bę się nie odpo­wia­da, pro­szę zauwa­żyć, że jeśli  ktoś ma zapa­le­nie nerek, to nie zaczy­na po wizy­cie u leka­rza zasta­na­wiać się – co ja złe­go zro­bi­łem? Idzie do apte­ki, kupu­je leki i się leczy. Nato­mia­st jeśli ktoś jest nie­płod­ny, to włą­cza­ją się nasze kul­tu­ro­we kody, o któ­ry­ch mówi­łam na począt­ku, i zaczy­na­ją  się pyta­nia – za co ta kara? Potem trze­ba prze­ła­mać wstyd w związ­ku ze zgło­sze­niem się do leka­rza. Mam wra­że­nie, że dla par wej­ście po raz pierw­szy do kli­ni­ki jest jak prze­kro­cze­nie Rubi­ko­nu. Per­so­nel będzie nas wypy­ty­wać o bar­dzo intym­ne rze­czy, leka­rz zapy­ta o czę­sto­tli­wo­ść współ­ży­cia, o anty­kon­cep­cję sto­so­wa­ną w prze­szło­ści, o bada­nia nasie­nia. Dla męż­czy­zny jest to prze­kro­cze­nie dotąd nie­prze­kra­czal­nej barie­ry intym­no­ści. Dla kobie­ty to, że musi tyle razy sia­dać na fote­lu gine­ko­lo­gicz­nym, tak­że jest bar­dzo trud­ne. To, że w naszą intym­no­ść wkra­cza sztab ludzi, któ­rzy zaczy­na­ją nam towa­rzy­szyć w sypial­ni, w łóż­ku, w bada­nia­ch, a intym­no­ść, któ­ra mia­ła dotąd miej­sce w sypial­ni, sta­je się spra­wą publicz­ną, jest dla wie­lu osób prze­kro­cze­niem bar­dzo trud­nej  gra­ni­cy.

niepłodność in vitro leczenie Dorota Gawlikowska Marta Malarska Walczak

Dla mnie oso­bi­ście szo­ku­ją­ce było odkry­cie, że moje cia­ło jak­by nie nale­ży do mnie, że jest ktoś, kto na jego temat wie wię­cej.

Mam poczu­cie, i o tym też mówi lite­ra­tu­ra, że czę­ść kobiet, cho­ciaż coraz czę­ściej doty­czy to też męż­czy­zn, odci­na się wrę­cz od swo­je­go cia­ła. Robią to, żeby ochro­nić swo­ją inte­gral­no­ść psy­chicz­ną i zaczy­na­ją prze­ży­wać swo­je cia­ło jako coś obce­go po to, by pozwo­lić na tak głę­bo­kie inge­ren­cje osób trze­ci­ch w ich intym­no­ść,  zakła­da­nie cew­ni­ków, wyko­ny­wa­nie tylu badań. Kosz­ty tego są ogrom­ne, ponie­waż ozna­cza to odcię­cie się od doznań pły­ną­cy­ch z cia­ła na wszyst­ki­ch pozio­ma­ch – rów­nież sek­su­al­nym oraz tam, gdzie mamy jakie­kol­wiek pro­ble­my z bólem czy dole­gli­wo­ścia­mi zwią­za­ny­mi z cho­ro­bą. Cia­ło zaczy­na być trak­to­wa­ne jak obce.

Tu też pomoc­ne jest wspar­cie part­ne­ra i psy­cho­lo­ga, a czę­sto ten temat jest pomi­ja­ny.

A jak to jest z leka­rza­mi? Czy leka­rze lecząc nie­płod­no­ść, czę­sto infor­mu­ją pacjen­tów o moż­li­wo­ści wspar­cia psy­cho­lo­gicz­ne­go?

Na pew­no nie wszę­dzie i nie zawsze taka infor­ma­cja docie­ra do pacjen­tów w porę. W naszej kli­ni­ce mamy spe­cjal­ny sys­tem zapro­szeń. Na pierw­szej wizy­cie leka­rz wrę­cza pacjen­tom zapro­sze­nie na dar­mo­wą kon­sul­ta­cję psy­cho­lo­gicz­ną. Zale­ża­ło nam, by wła­śnie leka­rz to robił, bo to on jest dla pacjen­tów naj­więk­szym auto­ry­te­tem, od nie­go dosta­ją infor­ma­cję, że to może być waż­ne. Mimo to pary czę­sto pró­bu­ją odwlec wizy­tę u psy­cho­lo­ga i mówią, że jeśli będą kie­dyś potrze­bo­wać, to chęt­nie sko­rzy­sta­ją z takiej kon­sul­ta­cji.

O kon­sul­ta­cja­ch infor­mu­ją tak­że nasi koor­dy­na­to­rzy medycz­ni.

Jed­nak dosyć czę­sto trud­no jest prze­ko­nać leka­rzy, że psy­cho­log może pomóc pacjen­tom w radze­niu sobie z nie­płod­no­ścią.

A skąd ten opór?

Myślę, że stąd, że psy­cho­log nadal w naszej kul­tu­rze koja­rzy się bar­dziej z opie­ką nad oso­ba­mi cho­ry­mi psy­chicz­nie, ale tak­że z prze­ko­na­nia, że psy­cho­log może nie­wie­le zro­bić w tej kwe­stii. Nasz Bocian prze­pro­wa­dził swe­go cza­su moni­to­ring kli­nik lecze­nia nie­płod­no­ści i pamię­tam jed­ną z wypo­wie­dzi pod­su­mo­wu­ją­cy­ch czę­ść na temat opie­ki psy­cho­lo­gicz­nej, gdzie cyto­wa­na była wypo­wie­dź leka­rza: „Co psy­cho­log pomo­że, kie­dy dziec­ka nie ma”.

Myślę, że bra­ku­je tro­chę cało­ścio­we­go podej­ścia do pacjen­ta, że my prze­cież nie jeste­śmy tyl­ko cia­łem, tyl­ko mamy też psy­chi­kę, o któ­rą trze­ba zadbać. 

My jako psy­cho­lo­go­wie sta­ra­my się tak­że być uczci­wi i nie mówi­my leka­rzom, że jeśli skie­ru­ją do nas pacjen­ta, to jego szan­se na cią­żę wzro­sną o 50%. Gdy­by­śmy mogli to powie­dzieć, pew­nie było­by ina­czej.

Trud­no jest prze­ko­nać pacjen­tów do tego, by poja­wi­li się u psy­cho­lo­ga, ponie­waż tu tak­że poku­tu­je opar­te na poczu­ciu winy myśle­nie, o któ­rym mówi­łam wcze­śniej: może ja na to zasłu­ży­łam? Cza­sem włą­cza się wrę­cz magicz­ne myśle­nie, np. pacjent­ka w wie­ku 17 lat współ­ży­ła z chło­pa­kiem, bała się cią­ży i pro­si­ła Boga, żeby tyl­ko w nią nie zaj­ść. Mówi­ła wte­dy, że może już nigdy nie mieć dzie­ci, byle tym razem się uda­ło. Po kil­ku­na­stu lata­ch tłu­ma­czy sobie swo­ją sytu­ację nie­płod­no­ści tym wyda­rze­niem. Magicz­ne myśle­nie włą­cza się tam, gdzie nie mamy kon­tro­li nad sytu­acją, gdzie nie ma racjo­nal­ne­go wyja­śnie­nia, któ­re­go bar­dzo potrze­bu­je­my.

Jak w takim razie prze­rwać krąg taki­ch prze­ko­nań?

Ja pro­po­nu­ję dosyć trud­ne wyj­ście, ale mam wra­że­nie, że jest duża czę­ść pacjen­tów, któ­rzy je doce­nia­ją. Po pro­stu prze­stać to sobie wyja­śniać.  Ta sytu­acja po pro­stu nie ma wyja­śnie­nia.

Czło­wiek chce za wszel­ką cenę rozu­mieć to, co go spo­ty­ka, tyl­ko w tej sytu­acji to para­doks. Chęć rozu­mie­nia jest bar­dzo racjo­nal­na, ale pro­wa­dzi nas do kom­plet­nie irra­cjo­nal­ny­ch wnio­sków. Nie mamy rozu­mo­we­go wyja­śnie­nia, więc szu­ka­my inne­go, np. bra­łam rok tablet­ki anty­kon­cep­cyj­ne, obie­ca­łam Panu Bogu brak cią­ży, o ile w nią nie zaj­dę w wie­ku 17 lat. To są wszyst­ko przy­kła­dy  magicz­ne­go myśle­nia.

oro­zma­wiaj­my teraz o śro­do­wi­sku, w któ­rym żyją oso­by nie­płod­ne. Jest ono bar­dzo zróż­ni­co­wa­ne, z róż­ny­ch powo­dów róż­nie reagu­je. Może to być nie­wie­dza, ale cza­sem ludzie są po pro­stu wścib­scy, nie wia­do­mo dla­cze­go okrut­ni lub bez­myśl­ni. W jaki spo­sób mówić o tym, co mnie spo­ty­ka?

Jeśli mówi­my z punk­tu widze­nia psy­cho­lo­ga czy Pani jako oso­by peł­nią­cej teraz funk­cję dzien­ni­kar­ki, to naszą misją jest edu­ka­cja. To, co robi­my, już jest edu­ko­wa­niem. W Pol­sce jest bowiem bar­dzo dużo skraj­no­ści i para­dok­sów. O tym, że zarod­ki podob­no „pła­czą” zamro­żo­ne w azo­cie, wie­dzą wszy­scy, ale o tym, że nie­płod­no­ść jest cho­ro­bą, wie nie­wie­le osób. To są absur­dy. O nie­mo­ral­no­ści zwią­za­nej z in vitro wypo­wia­da się w Pol­sce mnó­stwo osób, ale o tym, co czu­je oso­ba nie­płod­na i co ona prze­ży­wa, wie garst­ka. Jeste­śmy kra­jem skraj­no­ści i w tym wła­śnie kra­ju żyją ludzie nie­płod­ni, z taką atmos­fe­rą przy­cho­dzi im się zma­gać. Są czę­ścią takie­go spo­łe­czeń­stwa. Edu­ka­cja jest tutaj nie­zmier­nie potrzeb­na. W dodat­ku trze­ba mówić nie tyl­ko o tym, o czym ludzie nie wie­dzą, ale w dodat­ku pro­sto­wać błęd­ne prze­ko­na­nia.

A co może prze­cięt­ny czło­wiek, któ­ry zma­ga się z nie­płod­no­ścią?

Ja jestem prze­ciw­na temu, by pacjen­ci bra­li na sie­bie misję edu­ka­cyj­ną. Mam wra­że­nie, że w tym momen­cie to za dużo obcią­żeń,  że nie nale­ży nakła­dać na te oso­by jesz­cze obo­wiąz­ku misji spo­łecz­nej.
Od tego jest kli­ni­ka lecze­nia nie­płod­no­ści, od tego są sto­wa­rzy­sze­nia.
Nie­ch para po pro­stu posta­wi sobie gra­ni­cę i bro­ni się przed nie­chcia­ną inge­ren­cją.

rozmowa z psychologiem o niepłodności dorota gawlikowska marta malarska walczak

Jak zacho­wać w tej cho­ro­bie god­no­ść i sza­cu­nek oto­cze­nia?

Myślę, że nale­ży zacząć od poczu­cia, że mamy pra­wo to robić. Według mnie jedy­ną sku­tecz­ną meto­dą jest meto­da zdar­tej pły­ty, powta­rza­nia z upo­rem tego same­go i nie­wcho­dze­nia w szcze­gó­ły. Ja zawsze odra­dzam, żeby w momen­cie, gdy ktoś nas pyta o pla­ny pro­kre­acyj­ne  – nie­za­leż­nie od tego, kim jest i jakie ma inten­cje  – wcho­dzić w szcze­gó­ły tego, co nas spo­ty­ka. Naj­le­piej nie mówić, kto ma pro­blem, kto się leczy, jak się leczy­my. Może­my tra­fić na oso­bę wścib­ską i taką, któ­ra chce nas edu­ko­wać moral­nie i nie­ste­ty daje­my jej wów­czas moż­li­wo­ść, by ten temat roz­wi­nąć.
War­to odpo­wia­dać na bar­dzo ogól­nym pozio­mie. Ja czę­sto na warsz­ta­ta­ch pod­po­wia­dam kon­kret­ne zda­nia, któ­re moż­na sobie opra­co­wać i war­to nimi na takie zaczep­ki reago­wać. One mogą być krót­kie i na bar­dzo dużym pozio­mie ogól­no­ści.
Czę­sto cytu­ję Bog­dę Pawe­lec i jej książ­kę pt. Nie­płod­no­ść, pomoc medycz­na i psy­cho­lo­gicz­na – „Trzy­maj moc­no kciu­ki i wte­dy na pew­no się uda”. To jest świet­na odpo­wie­dź, któ­ra mówi wszyst­ko i nic. Nie daje­my powo­du do plo­tek. Nie ma powo­du, żeby nas moral­nie edu­ko­wać. Mówi­my: trzy­maj kciu­ki, mamy kło­pot i pró­bu­je­my go roz­wią­zać.
Moż­na też powie­dzieć to wpro­st: „To, czy mamy dzie­ci, kie­dy i czy w ogó­le zde­cy­du­je­my się je mieć, jest naszą intym­ną decy­zją”. Poka­zu­je­my w ten spo­sób naszą gra­ni­cę i mówi­my: nie wol­no wam w to inge­ro­wać.

Czy­li pod­su­mo­wu­jąc: sta­wia­nie gra­nic i komu­ni­ka­ty, któ­re nie dają moż­li­wo­ści roz­po­czę­cia  dys­ku­sji.
A jak roz­ma­wiać z oso­ba­mi bli­ski­mi, któ­re nie chcą nas zra­nić, ale jed­nak zada­ją pyta­nia, któ­re mogą być dla nas przy­kre?

Myślę, że war­to dać im wie­dzę na temat nie­płod­no­ści, nawet w piguł­ce. Ta wie­dza jest trud­no dostęp­na  i bywa czymś nowym dla przy­ja­ciół i zna­jo­my­ch. Bar­dzo czę­stym ich wyobra­że­niem na temat ocze­ki­wa­nej przez oso­by nie­płod­nej pomo­cy jest to, że nie­płod­ni chcą rady lub kon­kret­nej pomo­cy w posta­ci wyszu­ki­wa­nia nowi­nek z tej dzie­dzi­ny. Czę­sto przy­ja­cio­łom wyda­je się, że będą lep­szy­mi przy­ja­ciół­mi, jak nam dostar­czą arty­kuł o adop­cji, o nowym leka­rzu.

Może dla nie­któ­ry­ch par jest to pew­na pomoc?

Być może dla nie­któ­ry­ch. Ale z moich obser­wa­cji wyni­ka, że raczej więk­szo­ść  tego nie chce. Dla­te­go waż­ne jest, by mówić o swo­ich potrze­ba­ch. Przy­ja­cie­le są od tego, żeby sobie poma­gać i zaspo­ka­jać swo­je potrze­by. Tak samo jak moż­na roz­mi­jać się  w kwe­stii zaspo­ka­ja­nia swo­ich potrzeb w związ­ku, tak moż­na i w gro­nie przy­ja­ciół, więc przy­ja­cie­le potrze­bu­ją cza­sem tak­że  jasnej instruk­cji. Czę­sto poda­ję przy­kład moich pacjen­tów, któ­rzy byli już bli­scy odsu­nię­cia się od gru­py bli­ski­ch osób, jesz­cze z cza­sów stu­diów, ponie­waż ci zasy­py­wa­li ich pyta­nia­mi, rada­mi, wycin­ka­mi z gazet na temat nie­płod­no­ści. W koń­cu para stwier­dzi­ła, że albo się wię­cej z nimi nie spo­tka­ją, albo spró­bu­ją z nimi poroz­ma­wiać i powie­dzą o swo­ich ocze­ki­wa­nia­ch. Na szczę­ście doszli do takie­go wnio­sku, co wca­le nie jest czę­ste.

Teo­re­tycz­nie chy­ba łatwiej jest taką rela­cję porzu­cić?

Pozor­nie łatwiej, ale to się bar­dzo mści na nas póź­niej.

Oni jed­nak zde­cy­do­wa­li się na roz­mo­wę i powie­dzie­li im: „Kocha­ni, my o nie­płod­no­ści myśli­my i roz­ma­wia­my cały czas i kie­dy spo­ty­ka­my się z wami, marzy­my, by od tego odpo­cząć. Pomóż­cie nam w tym, roz­ma­wiaj­my o waka­cja­ch, kinie, teatrze, pra­cy, o czym tyl­ko chce­cie”. I ura­to­wa­li waż­ne rela­cje.

Suge­ru­ję, by zacząć taką roz­mo­wę od powie­dze­nia, że bar­dzo nam na kimś zale­ży i jest on nam bli­ski, ale nie chce­my na razie roz­ma­wiać o nie­płod­no­ści, pro­si­my za to o pomoc w taki lub inny spo­sób. Daje­my wów­czas jasny komu­ni­kat o naszy­ch potrze­ba­ch. Waż­ne jest, by zakoń­czyć ten komu­ni­kat stwier­dze­niem: jak coś waż­ne­go się u nas wyda­rzy, sami o tym powie­my. To daje ludziom poczu­cie, że nie odci­na­my ich od tego tema­tu, tyl­ko pro­si­my o prze­strzeń, ale chce­my ich infor­mo­wać o tym, co się dzie­je. To dzia­ła, ponie­waż poka­zu­je­my, że zale­ży nam na rela­cji.

rozmowa z psychologiem o niepłodności Marta Malarska Walczak Dorota Gawlikowska

A co z kwe­stią zerwa­nia tych rela­cji?

Pozor­nie wyda­je się, że jest to łatwiej­sze. Ale nale­ży pamię­tać, że to, co gro­zi parom nie­płod­nym, to izo­la­cja. Emo­cje, jakie prze­ży­wa­my w lecze­niu, sprzy­ja­ją temu, żeby czuć się dale­ko od ludzi. Z każ­dym rokiem posze­rza się pusty krąg wokół nie­płod­nej pary. Dla­te­go ja pole­cam, by zawsze roz­wa­żyć decy­zję o zerwa­niu rela­cji dopie­ro po wyko­rzy­sta­niu inny­ch środ­ków, taki­ch jak cho­ciaż­by wspo­mnia­na roz­mo­wa. Cza­sem oczy­wi­ście może się nie udać,  np. w przy­pad­ku osób, któ­re są prze­ciw­ni­ka­mi lecze­nia nie­płod­no­ści i będą nas zasy­py­wać dowo­da­mi naszej nie­mo­ral­no­ści. Wów­czas może być tak, że dla wła­sne­go dobra będzie się trze­ba izo­lo­wać.

W każ­dym wypad­ku nale­ży to jed­nak prze­my­śleć. Jako para zosta­je­my wów­czas sami z tema­tem tak bar­dzo emo­cjo­nal­nie trud­nym, że jeże­li może­my roz­ma­wiać o tym tyl­ko ze sobą, to może się to stać nisz­czą­ce dla związ­ku. Po pro­stu może być za cięż­ko zostać z tym tyl­ko we dwo­je. Cza­sem potrzeb­ne jest czy­jeś spoj­rze­nie z dystan­su. Roz­ma­wia­jąc z part­ne­rem, nie roz­ma­wia­my z oso­bą, któ­ra jest obok nas, tyl­ko z kimś, kogo bez­po­śred­nio to doty­ka.

Może nam się cza­sa­mi wyda­wać, że ktoś, kto tego nie prze­żył, nas nie zro­zu­mie. Nie zawsze tak jest, takie myśle­nie zakła­da, że rozu­mie­ją nas tyl­ko oso­by nie­płod­ne. Tym­cza­sem inni ludzie mogą tak­że wie­le wnie­ść do nasze­go życia.

Z mojej per­spek­ty­wy mogę powie­dzieć, że jako oso­by nie­płod­ne zamy­ka­my się tro­chę na pro­ble­my inny­ch. A są one prze­cież bar­dzo róż­ne. Nie­płod­no­ść nie jest jedy­nym życio­wym pro­ble­mem, po pro­stu nam się wyda­je, że mamy naj­go­rzej.

Jeśli się izo­lu­je­my i zosta­je­my sami, to rze­czy­wi­ście może­my się tak czuć.

Nie uwa­żam jed­nak, że oso­by nie­płod­ne sta­ją się nie­em­pa­tycz­ne. Ale też sądzę, że nie nale­ży od nich ocze­ki­wać, aby w tak dla sie­bie trud­nej sytu­acji zaj­mo­wa­ły się pro­ble­ma­mi całe­go świa­ta. Mam zresz­tą takie doświad­cze­nia z pacjen­ta­mi, szcze­gól­nie z kobie­ta­mi, któ­re cza­sem mają skłon­no­ść do tego, aby chro­nić inny­ch przed swo­imi pro­ble­ma­mi, ale nie sie­bie przed pro­ble­ma­mi inny­ch. Bar­dzo czę­sto sły­szę: „Ja nie mogę z moją mamą o tym roz­ma­wiać, bo ona się będzie bar­dzo przej­mo­wać”. Sły­szę rów­no­cze­śnie, że mama roz­ma­wia z pacjent­ką o pro­ble­ma­ch jej sio­stry i w tym przy­pad­ku nie jest to dla niko­go pro­blem.

Ludzie nie­płod­ni mało sie­bie chro­nią. Czę­sto nie zwra­ca­ją uwa­gi na wła­sne potrze­by. Kie­dy pytam pacjen­tów: „Cze­go Pań­stwo teraz potrze­bu­ją?”, napo­ty­kam na ich zdzi­wie­nie. Trud­no jest im na to pyta­nie odpo­wie­dzieć. A pro­szę zauwa­żyć, że nie ma taki­ch ludzi, któ­rzy nie potrze­bu­ją nicze­go, zwłasz­cza w tak trud­nej sytu­acji.

Czy­li w pro­ce­sie lecze­nia nie­płod­no­ści waż­ne jest zro­zu­mie­nie i nazwa­nie swo­ich potrzeb?

Zde­cy­do­wa­nie, czę­sto wie­my, cze­go mąż potrze­bu­je, cze­go ocze­ku­je rodzi­na i sio­stra, ale to, cze­go ja potrze­bu­ję w tej sytu­acji, jest czę­sto na koń­cu, na to nie ma cza­su.
Tutaj docho­dzi­my do pyta­nia – jak dbać o sie­bie w tej sytu­acji?
Zaspo­ka­jać swo­je potrze­by, na takim pozio­mie, na jakim jest to moż­li­we dzi­siaj.

Jak do tego doj­ść? Czy może pomóc w tym przy­po­mnie­nie sobie, co nas inte­re­so­wa­ło? Odpo­wie­dź nie jest pro­sta. Jak ja sobie zada­ję to pyta­nie, to odpo­wie­dź jest po pro­stu taka, że świę­ty spo­kój.

I to też jest jakaś potrze­ba. Teraz zaczy­na­my mówić o tym, jak może­my tę potrze­bę reali­zo­wać. Może na przy­kład war­to jest powie­dzieć sobie, że cza­sa­mi mam pra­wo wyłą­czyć tele­fon i mieć te dwie godzi­ny dla sie­bie. Tak po pro­stu. A może to ozna­cza, że nie zawsze, gdy ktoś cze­goś ode mnie potrze­bu­je, to muszę reago­wać. Może mogę po pro­stu powie­dzieć, że nie mogę, bo źle się dzi­siaj czu­ję. War­to się cza­sa­mi zasta­no­wić, skąd wzię­ło się w nas prze­ko­na­nie, że nasze potrze­by są mniej istot­ne, po to, by lepiej to zro­zu­mieć.
Jeże­li czu­ję się zmę­czo­na, to potrze­bu­ję odpo­czyn­ku. To jest napraw­dę dość pro­sta zależ­no­ść.  War­to zasta­no­wić się, jak odpo­czy­wa­my naj­le­piej, jeże­li to jest odcię­cie się od ludzi, to tak­że wol­no nam to zro­bić… To już jest wyj­ście w kie­run­ku zaspo­ko­je­nia wła­sny­ch potrzeb. Myśl­my o tym, co nam spra­wia przy­jem­no­ść, nie o tym, co musi­my, ale cze­go chce­my dla sie­bie. War­to sobie zada­wać takie pyta­nia: gdy­bym mia­ła pół godzi­ny dla sie­bie, na co bym prze­zna­czy­ła ten czas? To mogą być bar­dzo pro­ste rze­czy, nawet pach­ną­ca kąpiel z pia­ną.

Cza­sa­mi docho­dzi­my do tego wspól­nie na tera­pii, kie­dy zaczy­na­my trak­to­wać sie­bie z empa­tią, jako oso­bę cho­rą. Czę­sto towa­rzy­szy temu wie­le emo­cji ze stro­ny pacjen­tów. Spójrz­my na to jed­nak w ten spo­sób, że o cho­ry­ch sta­ra­my się przede wszyst­kim zadbać i się nimi zaopie­ko­wać. Gdy ktoś bli­ski leży w szpi­ta­lu, to go odwie­dza­my i przy­no­si­my owo­ce, pyta­my, jak się czu­je, a nie doma­ga­my się, by zna­la­zł w tym momen­cie dodat­ko­wą pra­cę.

Mówi­ła też Pani na spo­tka­niu gru­po­wym o tym, że czę­sto pary, któ­re się leczą, zapo­mi­na­ją o spra­wa­ch, któ­re doty­czą cze­goś inne­go nie lecze­nie. Mówi­ła Pani o parze, któ­ra nie kupo­wa­ła bile­tu na kon­cert ulu­bio­ne­go zespo­łu, bo mar­twi­ła się, co będzie, jak zaj­dą w cią­żę i nie będą mogli na nie­go poje­chać.

Tak jest, że z bie­giem cza­su wokół leczą­cej się pary poja­wia się nie tyl­ko pusty krąg, ale też cen­tral­nym punk­tem jej życia sta­je się lecze­nie i posia­da­nie dziec­ka. Jeśli sta­ra­nia dłu­go nie koń­czą się suk­ce­sem, robi nam się coś w rodza­ju życio­wej pocze­kal­ni. Para zaczy­na odkła­dać całe życie na potem, na przy­kład mówią: jak zaj­dę w cią­żę, to zmie­nię pra­cę, jak zaj­dę w cią­żę, to pozwo­lę sobie na odpo­czy­nek, to wte­dy będzie­my mogli wyje­chać, wte­dy zaj­mie­my się tym lub tam­tym.
W zasa­dzie całe życie zosta­je odło­żo­ne na jutro. Zapo­mi­na­my, że życie to tyl­ko dziś. Jutro tak napraw­dę nie jest pew­ne i nic o nim nie wie­my. Mamy tyl­ko dzi­siaj i o ile ta pocze­kal­nia trwa mie­siąc, pół roku, to jesz­cze da się to prze­trwać, ale jeże­li to trwa całe lata i ozna­cza cią­głe cze­ka­nie, zaczy­na to być bar­dzo trud­ne.
„Na kon­cert nie poja­dę, musia­ła­bym kupić wcze­śniej bilet, a ja cze­kam na cią­żę. Na waka­cje nie wyja­dę, bo się leczę i nie mam kie­dy. Na urlop nie poja­dę , bo nie mam pie­nię­dzy, wszyst­kie idą na lecze­nie, pra­cy nie zmie­nię, bo tu mam sta­łą umo­wę, jeśli zmie­nię, to zacznę zno­wu od okre­su prób­ne­go, a mogę prze­cież zaj­ść w cią­żę i wte­dy potrzeb­ne mi będą świad­cze­nia socjal­ne… Co praw­da w tej pra­cy się nie roz­wi­jam, nie­na­wi­dzę jej, jest nud­na, ale jestem w niej, bo muszę, nie widzę wyj­ścia…”
I tak po kolei wszyst­kie dzie­dzi­ny nasze­go życia zosta­ją pod­po­rząd­ko­wa­ne cze­ka­niu i nie­płod­no­ści. Jeże­li tego nie prze­ła­mie­my, to cze­ka nas mara­zm, apa­tia i depre­sja. Tak się nie da żyć dłu­go. W tej sytu­acji czło­wiek w życiu nie ma nic pozy­tyw­ne­go, nic, co przy­nio­sło­by mu satys­fak­cję. To takie cią­głe cze­ka­nie na nagro­dę, któ­ra ma nadej­ść, ale jest prze­cież nie­pew­na. A jeśli tak się sta­nie, że jej nie będzie? To co wte­dy? Jeże­li para cze­ka sie­dem lat na tę nagro­dę, to już nie cho­dzi wyłącz­nie o to, żeby zaj­ść w cią­żę i mieć dziec­ko. Do tego z cza­sem dokła­da­ne są kolej­ne war­to­ści, któ­re są uza­leż­nio­ne od uzy­ska­nia cią­ży: nowa pra­ca, urlop, popra­wa sytu­acji rodzin­nej. Tro­chę tak, jak­by­śmy mówi­li sobie, że dzię­ki tej cią­ży w koń­cu zacznę żyć. Oczy­wi­ście wów­czas bar­dzo wzra­sta nam ciśnie­nie i pra­gnie­nie cią­ży, sko­ro ona jest warun­kiem dal­sze­go życia, a to jest ryzy­kow­ne i cza­sem wrę­cz nisz­czą­ce.

zrozumieć niepłodność rozmowa z psychologiem Dorota Gawlikowska Marta Malarska Walczak

Jak to prze­rwać?

War­to zdać sobie spra­wę z fak­tu, że żyje­my tu i teraz i życia nie wol­no odkła­dać na potem, bo tego „potem” może nigdy nie być. Życie jest teraz. Ja zawsze zachę­cam do tego, aby coś dla sie­bie robić, co da poczu­cie, że się roz­wi­ja­my, inwe­stu­je­my w sie­bie. Nie bój­my się każ­de­go ruchu.
To jest odpo­wie­dź na moje pyta­nie – gdzie zna­leźć sens, gdy się go już nie widzi? Ja mia­łam ten pro­blem i był on dla mnie nie do przej­ścia. Zaak­cep­to­wa­nie tego, że nie mam na to wpły­wu, ale też zoba­cze­nie, że są pew­ne spra­wy, na któ­re wpływ mamy i może­my je zmie­niać.

Nie­daw­no  roz­ma­wia­łam z pacjent­ką, któ­ra stwier­dzi­ła, że jej zda­niem rze­czy­wi­ście dziec­ko nada­je sens życiu, któ­re­go nic i nikt nie jest w sta­nie dać. Tak moż­na to odczu­wać. Ta kobie­ta ma dwie ciot­ki. Jed­na z nich mia­ła syna i męża, mimo tego obec­nie  jest oso­bą zgorzk­nia­łą, ma poczu­cie prze­gra­nej w życiu i czu­je się nie­szczę­śli­wa. Ma też dru­gą ciot­kę, któ­ra nigdy nie mia­ła dziec­ka, jest ener­gicz­ną, bar­dzo zadba­ną, cie­płą i otwar­tą oso­bą. Dzię­ki obser­wa­cji tych dwó­ch kobiet moja pacjent­ka zaczę­ła się zasta­na­wiać, czy napraw­dę sens życiu nada­je tyl­ko dziec­ko i zde­cy­do­wa­ła się przy­znać, że nie­ko­niecz­nie musi tak być.
To może być bar­dzo trud­ne stwier­dze­nie dla kobiet sta­ra­ją­cy­ch się o dziec­ko.
Pamię­taj­my jed­nak, że to my decy­du­je­my, jaka jest nasza hie­rar­chia war­to­ści. Mogę umie­ścić na samej górze dziec­ko i stwier­dzić, że bez nie­go moje życie nie ma sen­su. Nie muszę jed­nak, to jest moja pry­wat­na decy­zja. War­to też pamię­tać, że mat­ka, któ­ra uwa­ża swo­je dziec­ko za jedy­ną war­to­ść i sens życia, nie będzie zapew­ne wystar­cza­ją­co dobrą mat­ką, ponie­waż taka kon­cen­tra­cja na dziec­ku jako jedy­nym sen­sie ist­nie­nia nie jest dobrą bazą do rodzi­ciel­stwa.

Pani na spo­tka­niu mówi­ła też o tym, że cza­sa­mi ludzie, któ­rzy nie mogą mieć dziec­ka przez parę lat, mówią, że nic nie mają. Mówi­ła pani wte­dy, że dobrą meto­dą na to, żeby odcza­ro­wać takie myśle­nie, jest zro­bie­nie sobie nawet takiej listy, na któ­rej może­my zapi­sać to, co mamy. I moje pyta­nie doty­czy tego, co może się na takiej liście zna­leźć?

Przede wszyst­kim zwią­zek. W dzi­siej­szy­ch cza­sa­ch, w któ­ry­ch roz­pa­da się ogrom­na licz­ba par, o trwa­łe part­ner­stwo jest napraw­dę bar­dzo trud­no. Oczy­wi­ście kry­zy­sy się zda­rza­ją, jed­nak wie­lu moich pacjen­tów ma napraw­dę bar­dzo szczę­śli­we, spraw­dzo­ne i uda­ne związ­ki. Bar­dzo czę­sto są to oso­by, któ­re są ze sobą naście lat, prze­ży­li razem kosz­mar lecze­nia, w mię­dzy­cza­sie prze­ży­li śmierć jed­ne­go z rodzi­ców, kry­zys finan­so­wy, zbu­do­wa­li dom. Pomi­mo taki­ch prze­żyć i cią­głe­go bycia razem jest w ich gło­wa­ch prze­ko­na­nie, że nic war­to­ścio­we­go nie mają.

Czy taka lista może nas wspo­móc pod­czas lecze­nia nie­płod­no­ści?

Jako jed­na z wie­lu rze­czy. Jeśli jed­nak poprze­sta­nie­my na nazwa­niu tego, to może nie wystar­czyć. To poka­zu­je, jak bar­dzo cało­ścio­wo trze­ba się sobą zająć, kie­dy roz­ma­wia­my o nie­płod­no­ści. Jeśli połą­czy­my tę listę z prze­war­to­ścio­wa­niem swo­ich prze­ko­nań, na przy­kład zada­jąc sobie pyta­nie: czy tyl­ko dziec­ko nada­je sens życiu kobie­ty? Jeśli uzna­je­my to za praw­dę, przy­zna­je­my tym samym, że wszyst­kie bez­dziet­ne kobie­ty są mało­war­to­ścio­we. Z jakie­go powo­du pozwa­la­my sobie tak myśleć? Prze­cież nas to krzyw­dzi i poni­ża jako ludzi.

Jeśli do tego doło­ży­my jesz­cze chęć zro­bie­nia cze­goś dla sie­bie tu i teraz oraz powal­czy­my  o dobre rela­cje z bli­ski­mi ludź­mi lub poszu­ka­my nowy­ch, war­to­ścio­wy­ch rela­cji, to wszyst­ko razem ma szan­sę zadzia­łać.

Na gru­po­wym spo­tka­niu zada­łam Pani pyta­nie o tre­ning mind­ful­ness jako jed­no z narzę­dzi, któ­re mogło­by pomóc parom. Czy są jakieś bada­nia na ten temat?

Są bada­nia, któ­re mówią o mind­ful­ness jako o sku­tecz­nej meto­dzie radze­nia sobie z nie­płod­no­ścią i cho­ro­ba­mi nowo­two­ro­wy­mi. Nie jestem tre­ne­rem tej meto­dy, ale to, co sta­ram się prze­ka­zać pacjen­tom, opie­ra się na podob­ny­ch zało­że­nia­ch. Nasze życie dzie­je się tu i teraz. Pro­po­nu­ję pacjen­tom, by spoj­rze­li na swo­je życie dzi­siaj, jak ono wyglą­da i co może­my zro­bić, żeby sobie pomóc, aby było nam lepiej teraz, w tej sytu­acji, jaka jest, a nie dopie­ro jutro.
To jest tro­chę tak, jak­by­śmy mie­li nowo zbu­do­wa­ny dom i na środ­ku nasze­go pięk­ne­go salo­nu ktoś nam zrzu­cił ogrom­ny głaz polo­dow­co­wy. Co w takiej sytu­acji może­my zro­bić? Może­my w nie­go ude­rzać, wypy­chać, pró­bo­wać roz­bić na mniej­sze czę­ści, przy oka­zji zde­mo­lo­wać cały dom, żeby się go pozbyć. I  może się to nam nie udać. Może­my też spró­bo­wać tak prze­aran­żo­wać wystrój wnę­trza dooko­ła nie­chcia­ne­go kamie­nia, żeby stał się on ory­gi­nal­nym, nie­spo­ty­ka­nym ele­men­tem two­rzą­cym nie­za­po­mnia­ny kli­mat. To jest róż­ni­ca pomię­dzy wal­ką i bok­so­wa­niem się z rze­czy­wi­sto­ścią a stra­te­gią pole­ga­ją­cą na jej akcep­ta­cji i przy­ję­ciu jej taką, jaka jest.

Czy­li zro­bić tak, by była ona dla nas przy­ja­zna?

Może na począ­tek po pro­stu do przy­ję­cia. Rze­czy­wi­sto­ść nie­płod­no­ści raczej nie bywa przy­ja­zna, jestem za tym, żeby nie sta­wiać sobie za wyso­ko poprze­czek. Para ma ich wystar­cza­ją­co dużo w tym trud­nym cza­sie. Nie­ch ta sytu­acja sta­nie się po pro­stu akcep­to­wal­na. Mie­li­śmy inne pla­ny na naszą prze­strzeń życio­wą, życie zrzu­ci­ło na nas kamień. Nie mamy na to wpły­wu, zrób­my więc tak, żeby z tym kamie­niem prze­strzeń była akcep­to­wal­na.

Pani na spo­tka­niu mówi­ła też dużo o współ­czu­ciu dla sie­bie. To chy­ba jest po pro­stu takie podej­ście, bycie dla sie­bie wyro­zu­mia­łym.

Tak. Aby to zro­bić, trze­ba naj­pierw roz­po­znać swo­je potrze­by – dowie­dzieć  się, co nam spra­wia przy­jem­no­ść, cze­go nam bra­ku­je i zaspo­ko­ić ten brak. Pozwo­lić sobie trak­to­wać sie­bie jak oso­bę cho­rą, któ­rej potrze­by są waż­ne.

Przed­ostat­nie pyta­nie – jak nas zmie­nia nie­płod­no­ść?

Nie­płod­no­ść bar­dzo zmie­nia ludzi, ponie­waż  inge­ru­je we wszyst­kie dzie­dzi­ny życia, zaczy­na­jąc od pozio­mu bio­lo­gii, cia­ła, przez emo­cje, po war­stwę nasze­go funk­cjo­no­wa­nia spo­łecz­ne­go. Inge­ru­je w nasze rela­cje, w zwią­zek, rela­cje rodzin­ne, przy­ja­ciel­skie, pra­cę. Wpły­wa na sytu­ację mate­rial­ną. Jest rów­nież źró­dłem roz­te­rek i dyle­ma­tów reli­gij­ny­ch. Pod­czas lecze­nia pary prze­cho­dzą przez kry­zy­sy i zmia­ny w życiu ducho­wym, aby pogo­dzić lecze­nie ze swo­im świa­to­po­glą­dem. Nie­płod­no­ść zmie­nia więc nas na wszyst­ki­ch pozio­ma­ch i kon­fron­tu­je czło­wie­ka z tym, co naj­trud­niej­sze. Zmu­sza do zaak­cep­to­wa­nia swo­je­go cia­ła jako nie­speł­nia­ją­ce­go nasze ocze­ki­wa­nia, uczy godze­nia się na inge­ren­cje medycz­ne i zmia­ny doko­nu­ją­ce się w związ­ku, cza­sem wyma­ga kon­fron­ta­cji z oto­cze­niem.

To, co moż­na zro­bić, to spró­bo­wać wyci­snąć tę sytu­ację jak cytry­nę.  Weź­my z niej tyle, ile się da. Może­my wyj­ść z doświad­cze­nia nie­płod­no­ści w poczu­ciu, że mamy lep­szy, spraw­dzo­ny zwią­zek. Prze­cież nie­za­leż­nie od tego, czy pacjen­ci wyj­dą z tej pró­by z dziec­kiem czy bez nie­go, życie będzie toczy­ło się dalej i na pew­no na ich dro­dze zaist­nie­je jesz­cze nie­jed­na prze­szko­da. Jeśli mają spraw­dzo­ny zwią­zek, to uda im się je w przy­szło­ści poko­nać, jeśli nauczy­li się radzić sobie z kry­zy­sa­mi, będą mogli z tej umie­jęt­no­ści sko­rzy­stać. Jeśli umoc­ni­li swo­je poczu­cie wła­snej war­to­ści i prze­szli do koń­ca pro­ces żało­by, to tak­że wie­le ich to nauczy­ło. Mają za sobą tre­ning, wymu­szo­ny, nie­chcia­ny, ale sku­tecz­nie zali­czo­ny. Z tego moż­na wynie­ść ogrom­ny kapi­tał, któ­ry może zapro­cen­to­wać w dal­szym życiu. Sta­ram się nie dawać pacjen­tom fał­szy­wej nadziei, że pomoc psy­cho­lo­gicz­na ozna­cza pozby­cie się wszel­ki­ch trud­ny­ch uczuć. Ale tera­pia może pomóc nam to przej­ść, a to już dużo.

***

W jaki spo­sób pacjen­ci mogą uzy­skać pomoc?

Wszyst­kie for­my pomo­cy dostęp­ne w Kli­ni­ce Invi­Med moż­na zna­leźć pod lin­kiem: https://www.invimed.pl/psycholog.

Wszyst­kie spo­tka­nia gru­po­we w kli­ni­ce są bez­płat­ne i dostęp­ne tak­że dla osób leczą­cy­ch się w inny­ch kli­ni­ka­ch. Po klik­nię­ciu w „Gru­pa wspar­cia” oraz „Warsz­ta­ty” moż­na uzy­skać infor­ma­cje o bie­żą­cy­ch zapi­sa­ch na te for­my pomo­cy.

Jeśli cho­dzi o warsz­ta­ty, to pro­wa­dzi­my trzy rodza­je spo­tkań:

 Jak nie stra­cić nadziei? – warsz­ta­ty dla osób, któ­re doświad­czy­ły nie­po­wo­dzeń w sta­ra­nia­ch o dziec­ko i lecze­niu nie­płod­no­ści i chcą odzy­skać siły na dro­dze do rodzi­ciel­stwa,

Ona i on, czy­li jak się wspie­rać w trak­cie lecze­nia nie­płod­no­ści – warsz­ta­ty o tym, jak kobie­ty i męż­czyź­ni róż­nie prze­ży­wa­ją nie­płod­no­ść oraz sta­ra­nia o dziec­ko, jak mogą lepiej i bar­dziej sku­tecz­nie wspie­rać się i rozu­mieć na tej dro­dze oraz

Cała para naprzód – warsz­ta­ty łączą­ce pra­cę z cia­łem poprzez relak­sa­cję meto­da­mi aktor­ski­mi oraz pomoc w radze­niu sobie z wyzwa­nia­mi, jakie sta­wia przed para­mi nie­płod­no­ść w codzien­nym życiu i świe­cie, poka­zu­ją­ce, jak radzić sobie z mita­mi i spo­łecz­ny­mi nie­praw­dzi­wy­mi prze­ko­na­nia­mi na temat płod­no­ści i nie­płod­no­ści, stre­sem oraz rela­cja­mi z oto­cze­niem.

Warsz­ta­ty trwa­ją 5 godzin i odby­wa­ją się w naszej kli­ni­ce raz w mie­sią­cu, w nie­dzie­lę, w gru­pa­ch12-oso­bo­wy­ch, do któ­ry­ch zapra­sza­my zarów­no panie, panów, jak i pary.

Gru­py wspar­cia to cykle 12 spo­tkań trwa­ją­cy­ch oko­ło 2 godzin, odby­wa­ją­cy­ch się co tydzień. Mamy gru­py dla par oraz dla samy­ch kobiet. Spo­tka­nia pole­ga­ją głów­nie na wymia­nie doświad­czeń mię­dzy uczest­ni­ka­mi i udzie­la­niu sobie nawza­jem wspar­cia. Wie­le grup zacho­wu­je ze sobą kon­takt nawet po zakoń­cze­niu cyklu spo­tkań i spo­ty­ka się nadal lub uczest­ni­cy pozo­sta­ją w kon­tak­cie mailo­wym. Tu wypo­wie­dź jed­nej z Uczest­ni­czek takie­go cyklu spo­tkań (Pani wyra­zi­ła zgo­dę na prze­twa­rza­nie jej wypo­wie­dzi w cela­ch mar­ke­tin­go­wy­ch):

Pole­ca­my gru­pę wspar­cia każ­dej parze sta­ra­ją­cej się o dziec­ko – bez wzglę­du na to, na jakim eta­pie sta­rań jest. Sko­rzy­sta­ją z niej pary, któ­re dopie­ro uświa­da­mia­ją sobie, że nie­płod­no­ść jest ich pro­ble­mem, ale rów­nież takie, któ­re prze­szły przez poro­nie­nia czy kil­ka nie­uda­ny­ch prób in-vitro. My idąc na spo­tka­nie gru­py wspar­cia, nie wie­dzie­li­śmy dokład­nie, na czym one pole­ga­ją i cze­go moż­na od nich ocze­ki­wać. Cze­ka­li­śmy na wynik dru­gie­go podej­ścia do in-vitro. Czy spo­tka­nia w czymś nam pomo­gły? Nie wiem, czy wpły­nę­ły na to, że zaszli­śmy w cią­żę w kolej­nym podej­ściu in-vitro, ale na pew­no pod­bu­do­wa­ły nas psy­chicz­nie, pozwo­li­ły spoj­rzeć na naszą nie­płod­no­ść w tro­chę inny spo­sób. Doda­wa­ły na każ­dym spo­tka­niu nadziei i otu­chy. Ludzie, któ­ry­ch pozna­li­śmy (i kon­ty­nu­uje­my z nimi nadal zna­jo­mo­ść – teraz już z cią­żo­wy­mi brzusz­ka­mi), mie­li bar­dzo róż­ne doświad­cze­nia na swo­jej dro­dze przez nie­płod­no­ść. Ale uczu­cia i myśli każ­dej pary były pra­wie takie same – wresz­cie zoba­czy­li­śmy, że nasze emo­cje nie są niczym dziw­nym. Wresz­cie mogli­śmy poroz­ma­wiać z kimś bez żad­ne­go uda­wa­nia, ściem­nia­nia dosłow­nie o wszyst­kim – o lecze­niu, o tym, jak odbie­ra­ją nas w naszym oto­cze­niu, o tym, jak sobie radzić z nie­zręcz­ny­mi pyta­nia­mi, o naszy­ch myśla­ch, uczu­cia­ch, pro­ble­ma­ch.”

Poza tym uru­cha­mia­my już na jesie­ni spo­tka­nia dla rodzin, któ­re powsta­ły dzię­ki dłu­gim i trud­nym sta­ra­niom o dziec­ko. Pierw­sze spo­tka­nie odbę­dzie się 15 paź­dzier­ni­ka i już trwa­ją zapi­sy.  Pro­gram spo­tkań powstał po kon­sul­ta­cja­ch z były­mi pacjen­ta­mi zrze­szo­ny­mi w Sto­wa­rzy­sze­niu Nasz Bocian, oso­ba­mi mają­cy­mi już rodzi­ny, któ­re prze­szły dłu­gą dro­gę i wie­dzą naj­le­piej, cze­go potrze­bo­wać mogą oso­by będą­ce w cią­ży po lecze­niu nie­płod­no­ści lub mają­ce dzie­ci dzię­ki pomo­cy medy­cy­ny.

Redak­cja: Arle­ta Nicie­wi­cz-Tara­ch.