Może kie­dyś było tak, że jeśli chcia­łaś wie­czo­rem czy­tać książ­kę, to musia­łaś po cichut­ku przy­sią­ść przy czę­ścio­wo prze­szklo­ny­ch drzwia­ch, przez któ­re wpa­da­ło tro­chę świa­tła. O tej porze powin­naś już spać, gdy­by się dowie­dział, była­by awan­tu­ra. Może pamię­ta­sz, jak czy­ta­łaś z wypie­ka­mi na twa­rzy „Aka­de­mię Pana Klek­sa” nasłu­chu­jąc jed­no­cze­śnie, czy na klat­ce scho­do­wej nie sły­chać kro­ków.

Być może było też tak, że w szko­le Cię nie lubi­li. Wred­ny Michał nazy­wał Cię kro­wą, a dru­gi, ważą­cy dwa razy tyle co Ty, z rado­ścią mu wtó­ro­wał. Gnę­bi­li Cię we dwó­ch, czer­piąc z tego zapew­ne jakieś rado­ści. Mała Ania pamię­ta­ła o tym wie­le lat, za każ­dym razem wzdry­ga­jąc się, kie­dy ktoś wypo­wia­dał magicz­ne zespo­le­nie liter k – r – o – w – a. Po ple­ca­ch pły­nął Ci wte­dy zim­ny pot, bo byłaś pew­na, że mówią­ca oso­ba wie, że to jest o Tobie i uśmie­cha się pod nosem.

Może w zupeł­nie inny­ch oko­licz­no­ścia­ch i cza­sie usły­sza­łaś, że nie masz kom­pe­ten­cji, w jesz­cze inny­ch, że prze­cież się do tego nie nada­wa­łaś i naj­le­piej daj sobie spo­kój. Moż­li­we, że na pla­ży zacze­pi­ło Cię dwó­ch dre­sia­rzy mówiąc, że powin­naś się cie­szyć, że „w tym sta­nie w ogó­le ktoś się tobą inte­re­su­je”, a tre­ner na siłow­ni rzu­cił Ci pogar­dli­we spoj­rze­nie i uwa­gę, że „współ­czu­je, że tak póź­no” posta­no­wi­łaś coś ze sobą zro­bić. Małą Anię to para­li­żu­je.

Może kil­ku mło­dy­ch chło­pa­ków idą­cy­ch za Tobą i śmie­ją­cy­ch się z Cie­bie naplu­ło Ci na kurt­kę, a Ty powtrzy­ma­łaś się od pła­czu, bo prze­cież nie powin­naś. Co z tego, że leka­rz odmó­wi Ci pomo­cy z cho­rym krę­go­słu­pem oznaj­mia­jąc, że prze­cież jesteś oty­ła, więc musi boleć. Wyj­dzie­sz upo­ko­rzo­na, z bólem nie do wytrzy­ma­nia i świa­do­mo­ścią, że nie zasłu­ży­łaś, aby Ci pomóc. Ale nic nie powie­sz.

Czy kie­dy wypro­wa­dza­sz się z domu i źle wybie­ra­sz dro­gę uciecz­ki może­sz się jesz­cze dzi­wić, że znów sły­szy­sz, jak wie­le bra­ku­je Ci do ide­ału? Może sta­ra­sz się usil­nie i sta­je­sz na rzę­sa­ch, ale to za mało, by zasłu­żyć na uczci­wo­ść. Nie jesteś szczę­śli­wa, ale nie masz być. „Życie jest cięż­kie, a ludzie źli”, jesteś małą Anią i nie rozu­mie­sz, cze­mu Ci to robią – no prze­cież nie zasłu­ży­łaś. Za to zdą­ży­łaś się już przy­zwy­cza­ić.

Może wie­le razy usły­szy­sz, że „to za wyso­kie pro­gi na Two­je nogi”. Może kie­dy już będzie Ci się wyda­wa­ło, że się uwol­ni­łaś, znów usły­szy­sz, że chce­sz za wie­le i nie tego, cze­go by od Cie­bie ocze­ki­wa­no. Może, że Two­je marze­nia to jakieś wymy­sły.

Pamię­ta­sz, że może nie mogłaś pła­kać wte­dy, kie­dy chcia­łaś. Może nie wol­no było Ci powie­dzieć, co czu­je­sz, ani że jest Ci źle. Może mia­łaś wte­dy kil­ka­na­ście lat, sta­łaś w kuch­ni i pła­ka­łaś tak bar­dzo, że nie mogłaś już bar­dziej, a wte­dy on wrzesz­czał jesz­cze gło­śniej i jesz­cze potwor­niej. Może nigdy nie zapo­mni­sz jego czer­wo­nej twa­rzy, z któ­rej wyrzu­ca­ne są kolej­ne sło­wa: że jesteś sama jak palec, że nikt Cię nie chce, nie lubi, sama jak palec, sama jak palec, sama jak palec… Może wte­dy kuli­sz się w rogu tej kuch­ni i pła­cze­sz, ale pła­cze­sz tak bar­dzo, że zbie­ra Ci się na wymio­ty, ale on nadal wrzesz­czy, że nie wol­no Ci pła­kać i, że jesteś sama, bo nikt Cię nie chce. Może masz wra­że­nie, że od tego hała­su zaraz pokru­szą się szy­by, ale te zosta­ją nie­wzru­szo­ne.

Ale jesteś już duża, Aniu. Nie musi­sz czy­tać po kry­jo­mu. Zapa­la­sz świa­tło wte­dy, kie­dy chce­sz.