Odkąd pamię­tam nie­na­wi­dzi­łam ogra­ni­czeń.

Kie­dy mia­łam parę­na­ście lat uzna­łam, że chcę pisać wywia­dy dla jed­ne­go z maga­zy­nów dla mło­dzie­ży. Na pierw­szy z nich musia­łam poje­chać na dru­gi koniec War­sza­wy, jakieś 25km, a mój ojciec natych­mia­st mi tego zabro­nił. Nakła­ma­łam wte­dy strasz­li­wie, ale wywiad się odbył, a kie­dy wró­ci­łam cze­kał na mnie jego sro­gi wzrok. Nie prze­ję­łam się.

Jakiś czas póź­niej chcia­łam dostać się za kuli­sy kon­cer­tu w Sali Kon­gre­so­wej, żeby poznać wyko­naw­ców. Ochro­nia­rz miał inne pla­ny, więc wła­zi­łam tam w jakiś dziw­ny spo­sób — tro­chę wspi­na­jąc się po gło­śni­ka­ch, tro­chę tyła­mi, dokład­nie nie pamię­tam. Cel osią­gnę­łam, a przy oka­zji uści­snę­łam dłoń Mar­ka Niedź­wiec­kie­go.

Reasu­mu­jąc — nic nie wkur­wia­ło mnie tak, jak ogra­ni­cze­nia, a te przez ileś kolej­ny­ch lat pię­trzy­ły się w moim życiu bez opa­mię­ta­nia. Nagle ja, dziew­czy­na, któ­ra uko­cha­ła sobie wol­no­ść, zamknę­łam się w klat­ce, oddzie­li­łam od ludzi, wla­złam do nory i poszłam spać. Nagle ja, któ­ra zawsze robi­ła to, co uwa­ża za sto­sow­ne, zaczę­łam robić to, co za sto­sow­ne uwa­ża­ją inni. Aż do momen­tu, kie­dy z przy­kro­ścią stwier­dzi­łam, że wstyd mi spoj­rzeć w lustro. Aż do momen­tu, kie­dy mia­łam już ocho­tę wrzesz­czeć, że się po pro­stu DUSZĘ.

12887550_10209190822466594_1015297102_o

Moim wiel­kim – dosłow­nie i w prze­no­śni – ogra­ni­cze­niem było moje cia­ło. Podob­no są ludzie, któ­rzy w gru­bym cie­le są szczę­śli­wi i nawet im tro­chę zazdrosz­czę, do cze­go przy­zna­wa­łam się wie­lo­krot­nie. Dla mnie to ogra­ni­cze­nie, stres i dziw­ne poczu­cie roz­dwo­je­nia. Spraw­na, szyb­ko myślą­ca gło­wa i nie­spraw­ne, cięż­kie cia­ło, któ­re za tą gło­wą nie nadą­ża. Napraw­dę czu­łam się w tym zagu­bio­na.

Myśla­łam o tym wczo­raj, poko­nu­jąc 20-kilo­me­tro­wy odci­nek w góra­ch. 1000m w górę, śnieg po kola­na, raz zda­rzy­ło mi się zapa­ść aż do uda. Mimo to poszło dość spraw­nie i bez więk­szy­ch pro­ble­mów. Przez pierw­sze godzi­ny sku­pia­łam się tyl­ko na tym jak sta­wiam kro­ki, żeby nie wywi­nąć orła, ale kie­dy wra­ca­jąc zna­leź­li­śmy się w miej­scu, w któ­rym szło się w mia­rę bez­pro­ble­mo­wo, moja wyłą­czo­na dotąd gło­wa zaczę­ła wspo­mi­nać.

Że tak dłu­go myśla­łam o góra­ch, ale one nie były dla mnie. Że mogłam podzi­wiać je na zdję­cia­ch i słu­chać opo­wie­ści zna­jo­my­ch, ale mnie dla mnie były odle­głe jak inna galak­ty­ka. Wte­dy wyzwa­niem było­by podej­ście pod gór­kę Moczy­dłow­ską w War­sza­wie, a o 20km po pięk­ny­ch, ośnie­żo­ny­ch góra­ch mogłam tyl­ko marzyć. Nie­na­wi­dzę TYLKO marzyć.

Są pew­ne ogra­ni­cze­nia na któ­re nie mam wpły­wu. Po mie­sią­ca­ch prób uda­ło nam się usta­lić przy­czy­nę moich pro­ble­mów zdro­wot­ny­ch, czy­li wro­dzo­ną lub naby­tą w dzie­ciń­stwie wadę krę­go­słu­pa, dość dużą, dość poważ­ną, któ­rą – gdy­bym była przed trzy­dzie­stym rokiem życia — moż­na było rekon­stru­ować. Ale już nie moż­na. Już się sta­ło, bo ostat­nio  świę­to­wa­łam 32-gie uro­dzi­ny i rekon­struk­cji nie będzie i muszę nauczyć się z tym żyć. Będzie ból i dys­kom­fort. Będzie życie, a cza­sem będzie wyci­na­ło mnie z życia. Po pro­stu.

Ale są rze­czy na któ­re wpływ mamy i jest ich ogrom­na więk­szo­ść.

Sły­szę cza­sem, jak ktoś mówi, że nie wie o co z tymi góra­mi cho­dzi i po co tam cho­dzić i w ogó­le co w tym eks­cy­tu­ją­ce­go. I ja to w sumie rozu­miem – no, nie każ­de­go muszą krę­cić, nie każ­dy musi się eks­cy­to­wać. Tyl­ko jest jed­no ALE.

12899404_10209190817506470_1967966181_o

Ja chcę mieć WYBÓR. Nie chcę wypo­wia­dać się na temat tego jak nud­ne są góry ważąc 120kg i nie mogąc nawet tego spraw­dzić. Sama po pro­stu takim ludziom nie wie­rzę. Skąd pew­no­ść, że to świa­do­my wybór, a nie wybór, do któ­re­go zmu­sza nie­spraw­ne cia­ło, czy­li real­nie po pro­stu ogra­ni­cze­nie i przy­mus?

Nie mówię, że będzie łatwo, bo nie będzie. Mnie też nie jest.
Musi boleć i razić w oczy, kie­dy po lata­ch sie­dze­nia w norze wycho­dzi­sz na słoń­ce.

12903473_10209190827666724_109359417_o

 

 

12895507_10209190816546446_1032232080_n

12910765_1118481318174207_369122461_n

12900158_10209190826106685_915834921_n12919122_1118495124839493_209462687_n

12899947_1118496384839367_1799381363_n