Uwa­ga, będzie ode­zwa!

Dosta­ję dużo wia­do­mo­ści, sta­ram się każ­dą potrak­to­wać z nale­ży­tą uwa­gą i porząd­nie odpi­sać. Ale jest jed­no „ale”. Coraz wię­cej osób zada­je pyta­nie: jak to zro­bi­łaś? – jak­by ocze­ki­wa­ło, że opo­wiem o cudow­nej recep­cie na suk­ces. Powiem Wam coś. NIE MA TAKIEJ. Albo zupeł­nie ina­czej – jest jed­na. Zbi­lan­so­wa­na die­ta, ruch i …czas.

Wiem, że cza­sem trud­no jest uwie­rzyć w rze­czy naj­prost­sze. Ale napraw­dę NIE ISTNIEJE cudow­na recep­ta na suk­ces w 5 minut. Jeśli napraw­dę chce­cie coś zmie­nić, musi­cie nasta­wić się na regu­lar­ną i dłu­go­trwa­łą pra­cę. Nikt nie mówi, że to pro­ste, ale albo się cze­goś chce, albo nie chce – trze­ba się zde­cy­do­wać 🙂

TAK, mnie też było cięż­ko. Serio. Kie­dy szłam na siłow­nię, czy basen, a ludzie na mnie patrzy­li.
TAK, też się wsty­dzi­łam.
TAK, ze mnie też się śmia­li.
TAK, też mia­łam dobre powo­dy dla któ­rych przy­ty­łam. A gene­tycz­nie poszłam raczej w rodzi­nę ojca, w któ­rej wszy­scy są gru­bi.
TAK, też cho­ro­wa­łam, mam cho­ry krę­go­słup i bio­dro, któ­re potra­fi­ły i potra­fią boleć tak, że trud­no mi się pod­nieść.

Jestem takim samym czło­wie­kiem, jak inni. Tar­ga­ły mną te same emo­cje. Ale przy­cho­dzi taki moment, że podej­mu­je­my decy­zję. Zmie­niam, czy nie? I nie szu­ka­my już wte­dy wymó­wek i wszyst­kich „ale”, bo każ­dy ma coś, zapew­niam Was. Raczej nie ma wśród nas tutaj osób bez pro­ble­mów i utrud­nień. Cała sztu­ka pole­ga na tym, że coś zro­bić korzy­sta­jąc z tych zaso­bów, któ­re mamy i mimo tych, któ­rych nie mamy.

Całą swo­ją histo­rię opi­su­ję na blo­gu, jest też wer­sja skró­co­na z TVN - tu. War­to przeczytać/obejrzeć, bo… jeśli komuś nie chce się nawet prze­czy­tać, to nie wiem jakie są szan­se, że będzie mu się chcia­ło wło­żyć w zmie­nia­nie tyle pra­cy, ile wło­ży­łam ja? W jed­nej wia­do­mo­ści po pro­stu nie jestem w sta­nie opi­sać tak zło­żo­ne­go pro­ce­su. 1.5 roku pra­cy. To zwy­czaj­nie nie­moż­li­we.

Nie rób­my z sie­bie bez­wol­nych papro­tek, któ­re nie mają żad­nej siły spraw­czej, bo tak nie jest. To nie są cuda i każ­dy ma tę moc – tyl­ko musi wie­dzieć, czy NAPRAWDĘ tego chce. To Ty podej­mu­jesz decy­zję. Jesz, czy nie jesz, ruszasz się, czy nie, zmie­niasz swo­je życie na lep­sze, czy nie. Nikt inny.

Jestem tu po to, aby opo­wie­dzieć swo­ją histo­rię i — mam nadzie­ję — pomóc tym, któ­rzy nie wie­rzą, że moż­na. Chcę się nią podzie­lić. Ale nie jestem w sta­nie zro­bić nic za innych. Nie zabio­rę niko­mu piz­zy z tale­rza, nie pój­dę za nie­go na siłow­nię, ani basen. To musi­cie zro­bić sami. Wiem, że faj­nie jest oglą­dać efek­ty, zdję­cia “przed” i “po” i że to robi wra­że­nie. Ale pomię­dzy tymi zdję­cia­mi są całe mie­sią­ce, a za chwi­le lata żmud­nej pra­cy. Litry wyla­ne­go potu, a cza­sem łez. Dzie­siąt­ki kry­zy­sów. Nie jest łatwo, ale nie zamie­ni­ła­bym tych zmian na nic inne­go w życiu. Teraz wiem, że wszyst­ko zale­ży ode mnie. Jesteś na to wszyst­ko gotowy/a?

Jeśli tak, zamień „chciał(a)BYM” na „chcę”, a zda­nia kończ nim powiesz “ale”.  I zacznij to robić.

Trzy­mam kciu­ki! 🙂

- O tym, jak zro­bi­łam pierw­szy krok prze­czy­ta­cie TU

- O moty­wa­cji plus ulu­bio­ne zdję­cia przed i po TU