Z racji tema­ty­ki, któ­rą się zaj­mu­ję na blo­gu, obser­wu­ję cza­sem róż­ne inne pro­fi­le i gru­py rów­nież poświę­co­ne zmia­nom zwią­za­nym z cia­łem – choć przy­zna­ję, że jest ich coraz mniej, a i ja robię to coraz mniej chęt­nie. Kwe­stie zwią­za­ne z pyta­nia­mi o to, jak szyb­ko schud­nąć oraz czy moż­na na die­cie jeść twa­ro­żek ze szczy­pior­kiem pomi­jam, bo pisa­łam o nich wie­lo­krot­nie, nato­mia­st jest jesz­cze jeden wspól­ny mia­now­nik wie­lu z nich.

Kie­dy widzę, jak kolej­na oso­ba wrzu­ca swo­je zdję­cia w for­mu­le „przed-po”, zawsze czy­tam opis. Bar­dzo czę­sto zdję­cia opa­trzo­ne są komen­ta­rza­mi w sty­lu: „nadal dużo pra­cy przede mną, ale przy­naj­mniej nie wyglą­dam już jak nie­nor­mal­na”, „wiem, wiem, byłam gru­ba jak beka”, „żar­łam jak świ­nia” i tak w nie­skoń­czo­no­ść. Bar­dzo mnie to razi i zawsze zasta­na­wiam się wte­dy: Kto mówi o sobie w taki spo­sób? Co o sobie myśli? I w koń­cu: Co mu to daje?

Oczy­wi­ście, naj­ła­twiej powie­dzieć, że cho­dzi o dystans. Jestem taka wylu­zo­wa­na, mam dystans do sie­bie, mogę o sobie powie­dzieć wszyst­ko, bo mnie to nie rusza. A poza tym – w koń­cu mówię praw­dę! No… to super. Cze­mu więc wyko­rzy­stu­je­sz tę oka­zję, aby mówić o sobie, że wyglą­da­łaś jak świ­nia, żar­łaś jak coś tam, a w ogó­le to byłaś głu­pia, bo dopro­wa­dzi­łaś się do „takie­go sta­nu”? TAK, więk­szo­ść osób, któ­re piszą takie rze­czy zma­ga­ła się z dużą nad­wa­gą lub oty­ło­ścią, to fakt. Trze­ba być świa­do­mym swo­jej sytu­acji, aby móc z nią cokol­wiek zro­bić. Ale czy stwier­dze­nie np. “jadłam bar­dzo dużo, znacz­nie powy­żej zapo­trze­bo­wa­nia” zamia­st “żar­łam, jak świ­nia” ozna­cza, że nie patrzę praw­dzie pro­sto w twa­rz, albo patrzę jakoś mniej? Mam rozu­mieć, że jestem mniej odważ­na i nie­obiek­tyw­na po pro­stu stwier­dza­jąc fakt, a nie obrzu­ca­jąc się przy oka­zji bło­tem? 

Cza­sem wyko­nu­ję taką małą syzy­fo­wą pra­cę i widząc podob­ne wpi­sy odpo­wia­dam. Są oso­by, któ­re piszą w spo­sób tak agre­syw­ny, że tro­ska o sie­bie samą nie pozwa­la mi wcho­dzić w dys­ku­sje z nimi, poza tym szan­se powo­dze­nia oce­niam jako zni­ko­me. Cza­sem jed­nak po cichu i nie­śmia­ło, nie ocze­ku­jąc odpo­wie­dzi, zadam takie, na przy­kład, pyta­nia:

- dla­cze­go tak o sobie mówi­sz?
czy napraw­dę ta gru­ba dziew­czy­na ze zdję­cia aż tak nie zasłu­ży­ła na odro­bi­nę sza­cun­ku
czy gdy­byś była tak bez­na­dziej­na, jak twier­dzi­sz, że byłaś, dała­byś radę osią­gnąć to, co osią­gnę­łaś?

W czwar­tek pisa­łam chwi­lę z dziew­czy­ną, któ­ra pod swo­im „gru­bym” zdję­ciem oznaj­mi­ła, że wyglą­da jak nie­nor­mal­na. Nie liczy­łam na spek­ta­ku­lar­ny suk­ces, ale po wymia­nie kil­ku zdań, po tym, jak napi­sa­ła, że uwa­ża, że wte­dy była też głup­sza, bo prze­cież gdy­by nie była, to nie dopro­wa­dzi­ła­by się do takie­go sta­nu, napi­sa­ła mi: „Jej­ku, jakie to miłe! I moty­wu­je do dal­sze­go dzia­ła­nia! Dzię­ku­ję”. Wycho­dzi­łam aku­rat do pra­cy i ktoś mnie zapy­tał cze­mu się uśmie­cham jakoś tak sama do sie­bie. Mia­łam wra­że­nie, jak­by pierw­szy raz ktoś powie­dział jej, że gru­ba nie była mniej war­ta. Nie była głup­sza. Była grub­sza, owszem, ale to prze­cież nadal ona. Nie wiem, jak to opi­sać. Poczu­łam w ser­cu cie­pło.

Ja też poka­zu­ję cza­sem takie zesta­wie­nia zdjęć – po lewej ja i moich ponad 120kg, po pra­wej – aktu­al­nie. Tyle, że dla mnie ta dziew­czy­na po lewej jest OK. Nie do wia­ry? Nie piszę nic o wiel­kim brzu­chu i o tym, jak go nie­na­wi­dzi­łam. Ani o tym, że żar­łam, bo byłam taka bez­na­dziej­na i sła­ba. Nie byłam. Radzi­łam sobie tak, jak umia­łam. Nie bar­dzo umia­łam, ale czy to mi uwła­cza? Nie. Nie umia­łam radzić sobie z emo­cja­mi, to się zda­rza. Nie umiem też szy­deł­ko­wać, czy jeź­dzić na nar­ta­ch — jeśli uznam, że tego potrze­bu­ję, to się nauczę. Czy ktoś z Was wrzesz­czy na sie­bie i plu­je, bo nie umie robić na dru­ta­ch? Zakła­dam, że więk­szo­ść nie. A jed­nak za nie­umie­jęt­no­ść radze­nia sobie z emo­cja­mi (a potem jedze­niem), o któ­rą nie jest łatwo, potra­fi­my się znie­na­wi­dzić na zawsze.

Cza­sem udo­stęp­niam te sta­re zdję­cia, uśmie­cha­jąc się do nich. Nie robię tego jed­nak, by powie­dzieć, że jeśli waży­cie wię­cej, niż zakła­da tabel­ka w czę­ści “nor­ma”, to (i tutaj stek agre­syw­nie wyplu­ty­ch epi­te­tów). Nie mam ich dla Was i nie mam ich dla sie­bie. Chcę tyl­ko poka­zać, że moż­na. Że to da się zro­bić. Powo­li, z uśmie­chem na usta­ch, choć — nie oszu­kuj­my się — nie bez wysił­ku.

Nie­na­wi­ść to dro­ga doni­kąd, nie myl­cie jej z moty­wa­cją. Nie obra­żaj­cie się. Nie daj­cie się obra­żać, ani zwie­ść temu niby „dystan­so­wi”, a tak napraw­dę dość oczy­wi­stej, choć ukry­tej agre­sji. Nie każę Wam opo­wia­dać, że kocha­cie sie­bie, jeśli tak nie jest, ja też źle czu­ję się z nad­wa­gą. Pro­szę tyl­ko o ele­men­tar­ny sza­cu­nek. Tyle razy już sobie nawrzu­ca­li­ście w życiu, a nie podzia­ła­ło. Cze­mu, u dia­bła, ocze­ku­je­cie inny­ch efek­tów od takie­go same­go dzia­ła­nia? To nie jest moty­wa­cja!

Moty­wa­cja to to coś ze środ­ka, co codzien­nie nakrę­ca Cię do zro­bie­nia kolej­ne­go kro­ku i nie rezy­gno­wa­nia. Wybacz­cie, ale na świe­cie, ani glo­bal­nie, ani w naszym naj­bliż­szym oto­cze­niu, ani w nas nie trze­ba już wię­cej nie­na­wi­ści.

Nie od razu Rzym zbu­do­wa­no. Ale co godzi­nę dokła­da­no kolej­ną cegłę”. Jeśli spoj­rzy­cie na moje zdję­cie z zesta­wie­niem kie­dyś-teraz, to chcę, żeby­ście wie­dzie­li, że ta dziew­czy­na po lewej napraw­dę jest rów­nie ok, co ta po pra­wej. Róż­ni je doświad­cze­nie, kil­ka lat uczci­wej pra­cy i parę­dzie­siąt kg, to fakt. Ale żad­na z nich NIE JEST gor­sza. Obie zasłu­gu­ją na sza­cu­nek. Dzię­ki temu obie mogą go ofia­ro­wać innym.