Mogła­bym powie­dzieć, że ten pół­ma­ra­ton nie ma w moim przy­pad­ku żad­nej histo­rii. Nie wal­czy­łam o czas, bie­głam na luzie i bez żad­nych ocze­ki­wań. Celem było głów­nie spraw­dze­nie jak mój orga­nizm docho­dzi do sie­bie po cho­ro­bie, anty­bio­ty­kach i czy może­my wra­cać już do moc­nych, przed­ma­ra­toń­skich tre­nin­gów. To takie tro­chę balan­so­wa­nie i szu­ka­nie zło­te­go środ­ka – z jed­nej stro­ny wie­my, że orga­nizm jesz­cze jakiś czas po jest i będzie osła­bio­ny, a moc­ny tre­ning nie poma­ga mu w rege­ne­ra­cji, z dru­giej stro­ny po samej infek­cji nie ma już śla­du, a mara­ton zbli­ża się coraz więk­szy­mi kro­ka­mi i – zde­cy­do­wa­nie – nie prze­bie­gnie się sam. A zatem – mogła­bym tak powie­dzieć, ale nie powiem.

blog5

Naj­pierw byłam zła. Miał być bieg na czas, a ostat­nio poczu­łam w sobie moc. Szyb­sze i trud­niej­sze tre­nin­gi spra­wia­ły mi przy­jem­ność i, po pro­stu, wie­dzia­łam że dobry wynik jest na wycią­gnię­cie ręki (a raczej moich nóg). Kusi­ło, ale tre­ner w roz­mo­wie dzień przed bie­giem roz­wiał wszel­kie moje wąt­pli­wo­ści i zaku­sy. Mia­łam 3 opcje bie­gu. Pierw­sza: jeśli będę czu­ła się tak, jak na piąt­ko­wym tre­nin­gu, czy­li źle, mam zejść z tra­sy choć­by na 10km. Jeśli będę czu­ła się dobrze, biec całość rów­nym, ale wol­nym tem­pem. Jeśli będę czu­ła się wybit­nie, od 15km deli­kat­nie przy­spie­szyć, ale tyl­ko jeśli uznam, że to nie będzie na tzw. „zaje­cha­nie”.

Wystar­to­wa­łam spo­koj­nie, roz­glą­da­jąc się dooko­ła, tro­chę pod­słu­chu­jąc ludzi, jak wie­cie – lubię obser­wo­wać. W mojej, wol­nej stre­fie, wszy­scy try­ska­li humo­ra­mi. Na Saskiej Kępie towa­rzy­szy­ła nam „Mał­goś­ka”, a ja czu­łam się dobrze. Kil­ka odde­chów i myślę – leci­my! Sko­ro już sta­ło się, co się stałblog3o, to niech będzie pięk­nie! Do ok. 15km bie­gło mi się bar­dzo dobrze, choć było pio­ruń­sko gorą­co, a na tra­sie żad­ne­go cie­nia.

Dużo myśla­łam o tre­nin­gu. Masę ludzi szło już od ok. 4km. Bar­dzo dużo ludzi pada­ło ze zmę­cze­nia, a karet­ka kur­so­wa­ła zbyt czę­sto. Tak, pomy­śla­łam wte­dy, że jestem zado­wo­lo­na z tego, jak pode­szłam do moje­go bie­ga­nia. Pomy­śla­łam, że to że ja tu sobie spo­koj­nie bie­gnę jest odpo­wie­dzią dla tych, któ­rzy pod­śmie­wa­ją się z moje­go poważ­ne­go podej­ścia do tema­tu, tre­ne­ra itd. Wie­rzę w przy­go­to­wa­nie. Wie­rzę w tre­ning. Nie chcę mieć na kon­cie pół­ma­ra­to­nu, któ­ry prze­szłam od 4km albo któ­ry prze­pła­ci­łam zdro­wiem. Nie będę nigdy szyb­ka? Pew­nie nie. Ale to, co robię, mogę robić porząd­nie.

I myśla­łam o moim pierw­szym pół­ma­ra­to­nie. Sześć mie­się­cy przy­go­to­wań, od paź­dzier­ni­ka 2014. Total­ny stres. Total­ny strach. Porów­ny­wa­łam swo­je samo­po­czu­cie na kolej­nych kilo­me­trach. Tutaj kilo­me­try mija­ły szyb­ko, co chwi­lę na zegar­ku poja­wiał się kolej­ny. Czu­łam, że jestem moc­niej­sza, nawet jeśli bie­gnę w takich, a nie innych oko­licz­no­ściach. Nie przy­go­to­wy­wa­łam się szcze­gól­nie do tego bie­gu, był raczej z gatun­ku – ubra­łam się, wło­ży­łam buty i pobie­głam.

A teraz powtó­rzę to zda­nie. PO PROSTU UBRAŁAM SIĘ I POBIEGŁAM. Prze­bie­głam dystans, któ­ry kil­ka mie­się­cy temu był szczy­tem moich marzeń i jak­by nigdy nic poszłam ze zna­jo­my­mi na śnia­da­nie.

blog1Inter­net jest pełen cyta­tów moty­wa­cyj­nych — lep­szych, czy gor­szych. Mnie w gło­wie utkwił jeden. Kie­dy zaczy­na­łam i było nie­wie­le rze­czy, któ­re byłam w sta­nie zro­bić, prze­czy­ta­łam gdzieś, że to, co dziś jest tre­nin­giem, kie­dyś będzie tyl­ko roz­grzew­ką. Nie powiem, że dzię­ki temu nagle dosta­wa­łam mocy x100 i prze­no­si­łam góry. Zasta­na­wia­łam się, czy to moż­li­we.

Wczo­raj mia­łam do zro­bie­nia tre­ning, pod­czas któ­re­go pierw­sze 2h bie­ga­łam wol­no, ale w tym cza­sie kil­ka razy wbie­ga­łam na gór­kę, a potem jesz­cze 5 km szyb­ko. Musia­łam to sobie uło­żyć w gło­wie tak, żeby wystar­czy­ło mi sił na ten moc­niej­szy koniec. Usta­li­łam więc ze sobą, że te 2h to taka dłuż­sza roz­grzew­ka, z któ­rej powin­nam wyjść z odczu­ciem takim, jak­bym dopie­ro zaczy­na­ła tre­ning wła­ści­wy. I to się uda­ło. Powtó­rzę to zda­nie. Uzna­łam 2h bie­ga­nia za roz­grzew­kę, żeby potem zro­bić 5km szyb­sze­go tre­nin­gu wła­ści­we­go. 2h.

Pra­ca przy­no­si efek­ty. Wszyst­ko się zmie­nia.